Z wielką miłością do zwierząt, lecz z małym budżetem

0
687
reklama

Kocha zwierzęta i opiekuje się nimi, jak tylko może. Teresa Pawłowska ma czternaście kotów i pięć psów. I coraz większy problem z ich utrzymaniem.

Jak sama mówi o swoich zwierzętach – „nazbierało się ich przez trzynaście lat”, bo z wyboru miała tylko cztery koty i dwa małe ratlerki. Niestety, w Jasieniu nie ma schroniska dla zwierząt, więc Teresa Pawłowska musiała sama sobie poradzić z problemami, bo zwierząt co roku przybywało.

Różne przypadki

– Jeden pies trafił do mnie, chociaż miał trafić do schroniska. Trwały jakieś procedury. Nie mogłam patrzeć jak chodzi głodny i bez wody w upały. Przygarnęłam go tylko tymczasowo. Został na stałe. – opowiada.

Drugi, duży pies trafił do niej przypadkowo. Siedziała w pokoju i czytała gazetę. Usłyszała na zewnątrz hałas. To sąsiedzi kłócili się właśnie o tego psa. Sąsiadka kazała się go pozbyć i wywieźć do lasu, sąsiad nie wiedział co ma zrobić. Wówczas sąsiadka zagroziła, że psa zabije. Pawłowska nie zastanawiała się ani chwili. Postanowiła działać.

– Znam się z panią Jolantą Jureczko z Żar. Zadzwoniłam do niej. Poradziła mi, co zrobić. Miałem zawieźć jej tego psa, ale pomyślałam, że ona ma już na głowie, w domu, inne zwierzęta. Uradziliśmy więc z mężem, żeby został u nas. – kiwa głową.

Z kotami też było różnie. Jeden przyszedł sam – był bardzo chory. Drugiego przyniosła dziewczynka, z prośbą i płaczem, żeby go przygarnąć. Pawłowska nie miała sumienia, żeby odmówić dziecku. Kolejne trzy znalazła w lesie. Były w bardzo złym stanie – pobite i pokrwawione. Karmiła je pięć tygodni strzykawką, póki zaczęły same jeść.

Kłopoty z wykarmieniem

Żyją z mężem skromnie. Są emerytami. Mają problem z utrzymaniem zwierząt, a właściwie z ich wykarmieniem. Pawłowska musi umiejętnie się gospodarzyć. Liczy koszty. Ogląda każdą złotówkę. Kupuje porcje mięsa i kaszę. Co drugi dzień gotuje 14-litrowy gar. Dokłada trochę konserwy, bo jakby karmiła samymi konserwami, to by zbankrutowała. Jedzenie to jednak nie wszystko. Musi kupić tabletki na odrobaczenie, krople na pchły, zapłacić weterynarzowi za wizytę.

Czasem pomogą im dobrzy ludzie. Zbiórkę karmy zorganizowali np. uczniowie miejscowego gimnazjum. Jolanta Jureczko pomogła załatwić sterylizację kotek.

 Potrzebna pomoc

O zwierzęta dbają. Na podwórku zbudowali kojec dla psów. Jedno duże pomieszczenie przeznaczyli dla kotów. Nie chcą, żeby ich zwierzęta przeszkadzały sąsiadom. Dlatego starają się je odizolować.

– To, że ja kocham zwierzęta, to nie znaczy, że wszyscy muszą kochać. Ja nie chcę nikomu robić problemu. – zapewnia Teresa Pawłowska.

Pomieszczenia są jednak za małe. Chcą je teraz rozbudować. To jednak kosztuje.

– Może ktoś nam pomoże. Chodzi głównie o materiały, bloczki, zaprawę, okno i coś na dach, bo mąż z robocizną sobie poradzi. – zapewnia Pawłowska.

Jakby ktoś był zainteresowany pomocą, a nawet przekazaniem karmy, to z pewnością będzie witany z wdzięcznością w Jasieniu przy ul Kościuszki 10.

Paweł Skrzypczyński