Chcemy się bardziej otworzyć

0
895

Ze Stefanem Łyskawą, prezesem żarskiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta o historii, animozjach i wypowiedziach byłego burmistrza Wacława Maciuszonka, rozmawia Paweł Skrzypczyński.

Minęło 25 lat od powstania Koła Żarskiego Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Oprócz tego, że jest pan jego Prezesem, to jednym z dwóch nadal działających w Towarzystwie członków założycieli. 

– Rzeczywiście, jestem najdłużej aktywnie działającym członkiem Towarzystwa, od początku w jego zarządzie. Byłem związany z Kołem na dobre i na złe, również w czasie, kiedy nie było wielu chętnych do pomocy. Pomysłodawcami powołania naszego Koła było kilka osób – ks. Zygmunt Czepirski, Józef Tarniowy, Jadwiga Szkopińska, Edward Lipiec i ja. Pierwszym prezesem został wybrany śp. ks. Czepirski, który po 4 latach został przeniesiony do odległej parafii i musiał niestety zawiesić działalność w  Kole. Wrócił po 13 latach.

Obecnemu Zarządowi zarzuca się, że zapomniał o zasłużonych, bezinteresownie działających członkach Koła

– To tylko czyjaś opinia nie poparta faktami. Z okazji 25-lecia  podziękowaliśmy wszystkim zarówno członkom, jak i osobom wspierającym nas, organizując w Kościele piękny koncert Spirituals Singers Band. Nie było to odpowiednie miejsce na wręczanie dyplomów. O osobach zasłużonych, nie tylko członkach Koła, pamiętamy i w miarę posiadanych możliwości honorujemy je, czy to w formie podziękowań za pomoc, czy też w formie odznaczeń i dyplomów. Większość osób zasługujących na wyróżnienie i podziękowania prosi wręcz, aby tego nie czynić, gdyż, jak twierdzą, pomagają  w duchu zasad św. Brata Alberta – bezinteresownie, nie dla zaszczytów, nagród, dyplomów, lecz z potrzeby serca pomocy innym ludziom.

Rada Powiatu wyszła z inicjatywą wyróżnienia kilku byłych i obecnych członków Koła, jednak na niezrozumiałych, niejasnych zasadach, bez konsultacji z Zarządem Koła. Na pewno nie były to zasady wynikające ze Statutu Towarzystwa. Pominięto wiele wartościowych osób, które na wyróżnienie zasługują. W mojej ocenie krok ten miał wywołać krytykę  działań władz Koła i postawić nas w złym świetle. Nie jest to dla mnie specjalnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę fakt, że władze Powiatu zignorowały oficjalne uroczystości z okazji 25-lecia Koła i nie skorzystały z zaproszenia na koncert Spirituals Singers Band. Na pewno fakt braku zabezpieczenia jakichkolwiek środków finansowych na potrzeby funkcjonowania Hospicjum w 2017r wpisuje się w tą retorykę

Co jakiś czas słyszy się nieprzychylne opinie na temat Towarzystwa

– Rzeczywiście, już od kilku lat co chwilę preparowane są jakieś „afery”, podważa się uczciwość Koła, nasze kompetencje, a nawet etykę. Naprawdę nie rozumiem, jaki jest tego powód. Nagonka na Koło Żarskie zaczęła się już 2013 r,  potem zmieniono jedynie ich głównego adresata – z ks. Zygmunta, na mnie. Czy komuś zależy na przejęciu bardzo dobrze funkcjonującego Hospicjum, czy też przeszkadza komuś, że jesteśmy organizacją katolicką? A może powód jest bardziej prozaiczny – po prostu brakuje nam powiązań towarzyskich, albo pieniędzy na zapewnienie sobie tzw. „dobrej prasy”.

Znamienne jest, że prawie wszystkie lokalne media, z wyłączeniem „Mojej Gazety”, ignorują, a nawet bojkotują wszelkie nasze przedsięwzięcia, niezwykle ważne dla naszej społeczności, chociażby zbiórki żywności, akcję „Pola Nadziei”, Marsz Nadziei, świetlicę Albertynkę, czy w końcu nasz jubileusz.

Mam głęboko zakorzenione ideały naszego patrona. Św. Brat Albert też był często niesprawiedliwie atakowany, jednak miał zasadę, że nigdy nie reagował – po prostu robił swoje.

Wiele mówi się o pobieranym przez Pana wynagrodzeniu za pracę w Hospicjum.

– Przede wszystkim piszący na mój temat wciąż starają sugerować, że „płacę sobie” za bycie Prezesem. To jest nieprawda. Wszystkie obowiązki związane z kierowaniem Kołem wykonuję społecznie – a jak wiele jest z tym pracy wie każdy, kto działał w organizacji pozarządowej.

Od kwietnia 2016 roku za zgodą Zebrania Koła pobieram wynagrodzenie na podstawie umowy – zlecenia z tytułu pełnienia funkcji Dyrektora Hospicjum w wysokości 5 tys. zł brutto, czyli „na rękę” dokładnie 3639 zł i 19 gr. Czy jest to „dobry biznes”, jak nazywa to były burmistrz Żar? Nie wydaje mi się, aby sam zechciał na takich warunkach zarządzać samodzielną jednostką zatrudniającą kilkudziesięciu pracowników, z milionowym budżetem, w której konieczne jest pozyskiwanie dodatkowych źródeł finansowania. Wymaga to nienormowanego czasu pracy, który często przekracza 8 godzin dziennie, bez urlopu i niesie za sobą bardzo dużą odpowiedzialność. Powiem tylko, że wyższe od mojego wynagrodzenie otrzymują naczelnicy w Urzędzie Miejskim, którym on kierował.

Natomiast osoba desygnowana na to stanowisko przez ks. Zygmunta żądała 10 tys. zł. Kiedy tego nie otrzymała – zrezygnowała, a ja w tej sytuacji zmuszony byłem kierować Hospicjum przez 9 miesięcy beż żadnego wynagrodzenia.

Co pan sądzi o wypowiedziach byłego Burmistrza Maciuszonka na pana temat? Zdaje się podważać pana kompetencje i etykę, i to zarówno obecnie, jak i w trakcie pana 23-letniego kierowania MOPS

– Te wypowiedzi nawet trudno mi skomentować – to chyba takie frustracje niespełnionego człowieka o niezmiernie dużych ambicjach.

Ja jestem naprawdę szczęśliwy, że przez 20 lat pracy w MOPS, przed przejęciem w 2010 roku władzy przez pana Maciuszonka, udało się mi i moim współpracownikom, zrobić tak wiele dla osób potrzebujących w naszym mieście: Środowiskowy Dom Samopomocy, Dzienny Dom Wsparcia, Warsztat Terapii Zajęciowej, wypożyczalnia sprzętu rehabilitacyjnego, prężnie działający wolontariat i usługi opiekuńcze, ogrzewalnia dla bezdomnych, Dom Samotnej Matki, Ośrodek Interwencji Kryzysowej, liczne projekty aktywizujące lokalną społeczność, również wykorzystujących środki UE, poradnictwo prawne, psychologiczne, z zakresu uzależnień, świetnie przygotowana kadra i zaangażowani społecznicy.  Były  to rozwiązania systemowe, którymi nie mogło się poszczycić większość największych miast, a i na świecie było się czym pochwalić.

Pan Maciuszonek zupełnie nie rozumiał specyfiki pomocy społecznej i próbował ją sprowadzić do zasad panujących w biznesie- czyli zasady zysku i straty. Nie dało się z nim współpracować. Niestety, jego decyzje kadrowe w MOPS po moim przejściu na emeryturę były bardzo nieszczęśliwe. Boleję nad tym, że zaprzepaszczono wiele osiągnięć  i z ośrodka odchodzą najlepsi specjaliści, utrudnia się też działanie organizacji pozarządowych. Pomoc społeczną trzeba czuć i rozumieć, być blisko człowieka, rozumieć jego problemy i starać się mu pomóc tak, aby stał się samodzielny. Dziś ważniejsze zdaje się być robienie dobrego wrażenia, występowanie z uśmiechem w telewizji i na imprezach miejskich. A na wszelki wypadek „wycina” się byłego szefa z historii MOPS i utrudnia jego obecną działalność, żeby się nie okazało, że samemu do tej dziedziny niczego się nie wniosło.

No a wkład byłego Burmistrza Wacława Maciuszonka w powstanie Hospicjum?

– Naprawdę dziwię się, że na śp. ks. Zygmunta powołuje się człowiek, który przysporzył mu tylu trosk. Pomówienia o nieprawidłowości w rozliczeniach budowy, narzucanie nieprawnych kontroli prowadzonych przez nieuprawnione osoby, zablokowanie wszelkich działań Koła w zakresie fundraisingu, nakłonienie do sprzedaży miastu budynku zbudowanego społecznym wysiłkiem, wartego 3,5 miliona za 1,5 miliona  i uruchomienie pieniędzy dopiero jesienią 2014 roku, tak, aby hospicjum było gotowe tuż przed wyborami samorządowymi, ale za to kilka miesięcy po rozstrzygnięciu konkursu na kontrakt NFZ – to jego rzeczywisty wkład.

Niestety, skutki sprzedaży budynku moja organizacja będzie ponosić przez wiele lat. Koło ma olbrzymią stratę na wyniku finansowym, a poza tym cały czas inwestujemy w budynek, ale miasto może nam grozić odebraniem go.

Przypisywanie sobie przez Pana Maciuszonka zasług przy powstawaniu oraz zabezpieczeniu finansowania hospicjum to zwykła megalomania. W procesy te zaangażowane było wiele osób i to wspólnym wysiłkiem osiągnęliśmy sukces.

Plany na przyszłość..?

Dom Samotnej Matki wymaga obecnie dużych remontów, zaczynając od wymiany drzwi wejściowych, odnowienia pomieszczeń, zakupu wyposażenia, po wymianę pieca. Chcemy też bardziej się otworzyć na współdziałanie ze społecznością lokalną  i firmami.

W Hospicjum planujemy wykorzystywać wszystkie łóżka dla chorych, niezależnie od wielkości kontraktu. Chcemy również uzupełnić wyposażenie o dodatkowe sprzęty poprawiające komfort życia pacjentów. Marzy nam się poszerzenie działalności naszej świetlicy Albertynki, chociażby o współdziałanie z Motylową Akademią, dając wsparcie  dzieciom osieroconym. No i oczywiście stały rozwój wolontariatu i współpraca ze szkołami.

Myślimy też o inwestycjach, ale teraz jest za wcześnie, by o tym mówić.

PaS