Kongres Klubów Motocyklowych w Lubsku ustala nowe zasady

0
10059
foto A. Buczyński
reklama
foto A. Buczyński

Lubski klub „Boxer” MC był gospodarzem Ogólnopolskiego Kongresu Klubów Motocyklowych.

Można mieć całkiem mylne mniemanie o motocyklistach, szczególnie w aspekcie działalności poszczególnych klubów, jeśli tylko ogląda się amerykańskie filmy gangsterskie. W Polsce od przeszło dwudziestu lat działa instytucja kongresu, skupiająca 28 najważniejszych klubów MC, które – można powiedzieć – wprowadziły pewne prawa i porządki. I wszyscy to respektują. I z tych wzorców czerpią też inne kraje. Tak więc mamy się czym pochwalić. Inicjatorem powołania kongresu był śląski klub Road Runners, a od kilku już ładnych lat w ścisłej, składającej się z ośmiu klubów, radzie kongresu zasiada lubski „Boxer”. Takie spotkania organizowane są dwa razy w roku, a pełnienie roli gospodarza jest niewątpliwym wyróżnieniem.

– Mieliśmy zaszczyt po raz drugi w 31-letniej historii naszego klubu zorganizować taką właśnie imprezę – mówi Robert Kościk, szef, czyli prezydent lubskiego „Boxera”.

Była cała Polska

Na kongres przybyli przedstawiciele 110 klubów praktycznie z każdego zakątka Polski. Warto wspomnieć, że niektóre kluby reprezentują środowiska zawodowe, na przykład strażaków, lekarzy, czy chociażby kapłanów.

foto A. Buczyński

Przez trzy dni przewinęło się przez nasz region sporo ponad tysiąc motocyklistów. Po co? Kongres zatwierdza chociażby tak zwane „plecy”, czyli barwy klubowe noszone na motocyklowych strojach – to, co wyróżnia każdy klub. Nie ma więc problemu, że jakiś się powiela, że ktoś będzie miał do kogoś pretensje.

– Robimy to wszystko po to, żeby później nie było jakichś awantur na zlotach, tak jak to miało miejsce na zachodzie, a i kiedyś u nas – mówi Robert Kościk. – Na kongres przyjechał klub z Litwy. Poinformowali nas, że jeden z ich członków żyje teraz i pracuje w Polsce. Dzięki temu nikt nie będzie się zastanawiał, co zagraniczne kolory robią w naszym kraju – wzajemny szacunek jest podstawą – dodaje szef „Boxera”.

Teoretycznie klub może założyć garstka motocyklistów mających wspólną pasję. Poprzez najbliższy sobie klub o randze MC mogą zgłosić swój pomysł na działalność, na swój własny znak, a kongres to rozpatrzy. To jakby zdobyć na coś „patent”, który będzie przez wszystkich respektowany.

Podsumowują i planują

Półroczne podsumowania działalności klubowej są stałym punktem obrad kongresu. Ustala się również terminy zlotów motocyklowych, tak aby nie zachodziły na siebie. Jedną z akcji wymyślonych przez motocyklistów jest impreza, w ramach której w całym kraju najczęściej podczas inauguracji sezonu motocykliści honorowo oddają krew, a przy okazji z tej możliwości korzysta wiele osób niezwiązanych ze środowiskiem motocyklowym. Motocyklowe „Mikołajki”, wizyty w domach dziecka, udział w imprezach charytatywnych – to też motocyklowa codzienność klubowa, choć być może za mało zauważana.

Integracja i pomysły

Kongres jest okazją do zbliżenia i zintegrowania środowisk motocyklowych praktycznie od Bałtyku, aż po Tatry. Na drogach można zauważyć, że motocykliści pozdrawiają się, choć w większości przypadków w ogóle się nie znają. Spotykając się na parkingach, stacjach benzynowych rozmawiają  ze sobą jak starzy znajomi, chociaż widzą się pierwszy raz w życiu. I to niezależnie od wieku. To może dziwić kierowców samochodów, ale właśnie tak jest.

Andrzej Buczyński