Pogotowie po nowemu

0
1934
reklama

O tym, gdzie i ile stoi karetek pogotowia, decyduje wojewoda. Wykręcając numer 999 nie dodzwonimy się już do żarskiego pogotowia. Telefon odbierze dyspozytor w Gorzowie.

Od 19 kwietnia żarskie pogotowie telefonów już nie odbiera. Teraz Gorzów rozsyła zespoły ratownicze do zdarzeń wymagających natychmiastowej pomocy medycznej. Zawiadomienia o potrzebie wyjazdu rozsyłane są na tablety, telefony i komputery. W tej chwili na przyłączenie pod ogólnowojewódzki system czeka jeszcze Sulechów, Wschowa i Nowa Sól.

Po tych zmianach Pogotowie Żarskie ma więcej wyjazdów, niż dotychczas.

– Teraz wyjeżdżamy na przykład do Nowogrodu Bobrzańskiego, Lutynki, Gozdnicy, Wymiarek, Iłowej, bo według dyspozycji z Gorzowa, mamy bliżej niż inna karetka – mówi Krystyna Gretkierewicz, szefowa pogotowia. – Zwiększył nam się teren, ale liczba karetek jest taka sama.

Pogotowie z Żar zaczęło jeździć w nieznane do tej pory tereny. GPS nie zawsze sobie radzi. Jeżdżąc przez lata po utartych szlakach wiedzieli, gdzie i jak trafić do pacjenta. A bywa tak, że do jednej osoby karetka wyjeżdża nawet siedemdziesiąt razy w ciągu roku. Zdarzyło się też tak, że pogotowie z Żar odwożące tam pacjenta, dostało wezwanie do chorego właśnie w Zielonej Górze.

Pojawiła się też koncepcja uruchomienia dodatkowego zespołu pogotowia w Przewozie. W tym wypadku nowa karetka nie jest potrzebna, a jedynie to, by wojewoda zapłacił za dodatkowe usługi. Stawka za dobę dla karetki jest taka sama, niezależnie od ilości wyjazdów do pacjentów.

Pilnie, albo jeszcze bardziej

– Obowiązują nas dwa kody pilności – mówi Krystyna Gretkierewicz. – Pierwszy wskazuje, że zespół powinien być w karetce w ciągu minuty od otrzymania zgłoszenia, a w przypadku drugiego kodu, ten czas wydłuża się do dwóch minut.

Wszystkie te działania rejestruje system i wejście do karetki na przykład po pięciu minutach będzie odnotowane. Nie da się oszukać. Wiadomo ile trwał dojazd do pacjenta, ile trwała udzielana pomoc, a także to, jak długo karetka czekała na przyjęcie w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.

Wąskie gardło

– Czas oczekiwania karetek pod SOR-em wynosił nawet godzinę – mówi szefowa pogotowia. – Dwadzieścia minut to prawie zawsze, a bywa i czterdzieści.

Karetka w najdalsze tereny musi dotrzeć do 25 minut, później wraca szybko na sygnale by ostatecznie czekać na przyjęcie pod szpitalem.

– Według ustawy, SOR powinien przyjąć trzy karetki jednocześnie – twierdzi Gretkierewicz. – Przepełnienie SORu bierze się zapewne stąd, że część chorych zamiast udać się do lekarza rodzinnego, idzie od razu do szpitala.

W Żarach karetka powinna dojechać do chorego w ciągu 10 minut, ale w godzinach szczytu to też może być problemem.

Na piechotę do pogotowia

Wiele osób myśli, że zgłoszenie się osobiście na pogotowie przyspieszy sprawę. Otóż, może się okazać, że wszystkie zespoły ratownicze mogą być akurat na wyjazdach. I nie powinien nikogo zmylić widok stojących karetek na parkingu. To mogą być po prostu te zapasowe, które stoją na wypadek awarii jakiegoś pojazdu. Najlepiej więc w razie potrzeby zadzwonić na numer alarmowy. Należy pamiętać, że pogotowie nie pełni roli lekarza rodzinnego. Jego zadaniem jest szybkie udzielanie pomocy w sytuacjach zagrażających życiu.

– Oczywiście, kiedy przyjdzie ktoś z silnym bólem w klatce piersiowej, albo z ostrym bólem brzucha, to od razu jest prowadzony do karetki – zapewnia Krystyna Gretkierewicz.

Trzeba mieć jednak świadomość, że bolący paluszek czy gorączka nie wymagająca natychmiastowej interwencji może zająć cenny czas służbom medycznym. Czas, który potrzebny jest akurat na ratowanie czyjegoś życia w sytuacjach naprawdę krytycznych.

W powiecie żarskim dwie karetki stacjonują w Żarach, jedna podstawowa, druga specjalistyczna. Dwie karetki są w gotowości w Lubsku. Piąta karetka jest w Trzebielu. Wyposażenie pojazdów określone jest w ustawie o ratownictwie medycznym. Są w nich defibrylatory oraz aparaty EKG, z których można wysłać zdalnie wynik badania do szpitala, który przyjmie pacjenta. Lekarze mogą zapoznać się ze stanem chorego, zanim jeszcze trafi na oddział.

Należy pamiętać, że pogotowie nie pełni roli lekarza rodzinnego.

Andrzej Buczyński