20 lat powiatu żarskiego

0
598
Marek Cieślak odebrał akt powołania powiatu żarskiego 23 listopada 1988 roku podczas uroczystości na Zamku Królewskim w Warszawie.
reklama

ŻARY | Z Markiem Cieślakiem, starostą powiatu żarskiego trzech kadencji, o przełomowych momentach w historii powiatu żarskiego rozmawia Andrzej Buczyński.

To już 20 lat istnienia powiatów.
– Dokładnie 1 stycznia rozpocznie się 21. rok funkcjonowania powiatów w Polsce, ale faktycznie zostały one powołane kilka miesięcy wcześniej, a przygotowywaliśmy się do tego dobre pół roku. Należało opracować koncepcję działania, wydziałów, całą strukturę organizacyjną, jednostki organizacyjne. Zajmowałem się tym, jako kierownik urzędu rejonowego. Duże wsparcie miałem od ówczesnych pracowników. Udało się to na tyle
dobrze, że przez pierwsze miesiące 1999 roku mieliśmy wycieczki z innych powiatów, aby podpatrzeć, jak to u nas funkcjonuje.

Czy po dwóch dekadach powiaty funkcjonują tak, jak powinny?
– Myślę, że tak. Większość powiatów dobrze wykonuje swoje zadania. Oczywiście, są przypadki takie, nawet w naszym województwie, że powiat ma program naprawczy, bo się rozhulał z inwestycjami ponad wszelką miarę. Trzeba mierzyć zamiary na siły, a nie siły na zamiary.

Powiat żarski dostał w prezencie dwa szpitale, których gospodarka finansowa daleka była od racjonalnej.
– Otrzymaliśmy te szpitale w sposób bardzo dla nas niekorzystny. Dyrektor dostał kontrakt kilkunastotysięczny, jako menadżer, i w jego pojęciu jako powiat, mieliśmy ten kontrakt realizować. Okazało się, że to szpital powinien to opłacać z pieniędzy Kasy Chorych. Nie wyglądało to dobrze. Nie mieliśmy wglądu w finanse szpitala aż do listopada 1999 roku. Szpital szedł na rozpędzie starego układu. Po 9 miesiącach mieliśmy 7,5 miliona szpitalnego zadłużenia, a do końca roku już kilkanaście. Było to, nie tylko dla mnie, ogromnym szokiem.

Konieczne były natychmiastowe działania naprawcze.
– Ktoś wtedy zaczął mówić o niepublicznych zakładach opieki zdrowotnej. Udało nam się to przeprowadzić, ale nie bezboleśnie. W międzyczasie zadłużenie szpitalne wzrosło do 28 milionów. Niczego nie można było z tym zrobić, nikogo zwolnić, zamknąć żadnego oddziału, itd. Do tego nie chciała dopuścić konserwatywna w tym przypadku spora część rady powiatu. Przez dłuższy czas nie można było szpitali połączyć ze względu na oponentów z Lubska, którzy uważali, że szpital to szczególne dobro dla ich miasta. Był to ogromny problem.
Nawet opozycja próbowała kolekcjonować podpisy pod moim odwołaniem, ale nie nazbierała tyle, ile potrzebowała. To obrazuje atmosferę, jaka wtedy była w radzie. Na szczęście było grono radnych, którzy mieli serce do dobrego zarządzania powiatem. Wtedy w radzie zasiadało 40. radnych.

Zadłużające się błyskawicznie szpitale były największym problemem w historii powiatu?
– Tak, choć w naszym przypadku tak zwany porządek ze szpitalami zrobiliśmy dość szybko. Mówię – tak zwany – bo ten proces nadal trwa i idzie cały czas w dobrym kierunku. Jestem pełen uznania dla poprzedniego prezesa Wiesława Olszańskiego, z którym współpracowałem jako starosta. M.in. dzięki tej współpracy dobrze funkcjonował innowacyjny program szczepień dziewcząt przeciwko rakowi szyjki macicy. Prowadził szpital tak, żeby się mieścić w budżecie bez szkody dla pracowników i bez szkody dla pacjentów. To duża sztuka.

Żeby zahamować lawinę długów, musiał pan podejmować trudne i niepopularne decyzje.
– Na przykład w Lubsku pokazano mi taczkę i ledwie się od niej wymigałem. Ludzie nie chcieli przyjąć do wiadomości, że nie możemy przeznaczać nieograniczonej ilości pieniędzy na potrzebę, którą oni uważają za najważniejszą. Przekształcenie oddziałowego szpitala w Lubsku w zakład opieki długoterminowej wzbudziła duże kontrowersje. Nie ukrywam, że przez to na następne 4 lata posadzono mnie na ławce rezerwowych. Jednak po tym czasie okazało się, że miałem rację. Ci, którzy nie zrobili takiej restrukturyzacji, znaleźli się w gorszym położeniu, niż my po jej zrobieniu. Rozważane też było połączenie szpitala powiatowego z wojskowym, ale ze strony wojska były takie oczekiwania, że co roku będziemy to dofinansowywać kilkoma milionami. Lepiej więc było dofinansować nasz szpital, niż resortowy, który w tamtych latach miał trochę inne priorytety, niż leczenie ludności cywilnej. Sposób restrukturyzacji naszych powiatowych szpitali został doceniony przez władze centralne. W 2008 roku otrzymałem za to Srebrny Krzyż Zasługi i muszę powiedzieć, że bardzo mnie to podbudowało. W 2013 roku, za całokształt pracy na rzecz powiatów odznaczono mnie, na wniosek Związku Powiatów Polskich – Krzyżem Złotym.

Powstała spółka Szpital na Wyspie, ale długi trzeba było spłacać.
– Dług udało się zrestrukturyzować, ale dopiero w trzeciej kadencji. Przyszedł czas znowu niepopularnych oszczędności. Ograniczyliśmy delegacje prywatnymi samochodami, pensje na kierowniczych stanowiskach. Wspólnie szukaliśmy oszczędności na etatach. Pomimo oślego uporu ówczesnego przewodniczącego rady Jacka Brzezińskiego wprowadziłem program obligacji, który według oponentów miał pogrążyć powiat na długie lata. Okazało się to ratunkiem dla finansów. Ostatnią ratę powiat spłaci w 2022 roku. To obciążenie jest teraz dla powiatu relatywnie niższe, ponieważ w tamtym okresie budżet powiatu był na poziomie 70 milionów, a teraz – 110 milionów złotych. Dzięki obligacjom nie mieliśmy problemów z bieżącym funkcjonowaniem powiatu. Nigdy nie było zaległości z pensjami, wobec ZUS-u, czy urzędu skarbowego.

Restrukturyzacje przeprowadzono także w innych dziedzinach.
– Zmieniliśmy całą sferę opieki nad dzieckiem, bardzo obciążającą nasz budżet. Przeprowadzenie dzieci do rodzinkowych domów dziecka z wielkiego molocha w Łęknicy okazało się bardzo dobrym krokiem. Dwa domy w Żarach powstały dzięki dużemu wsparciu ze strony Kronopolu i trzeba o tym pamiętać. Część dzieci zamieszkała w Lubsku. To wszystko pozwoliło powiatowi zaoszczędzić około 2 milionów rocznie. W tym wypadku chodziło nie tylko o finanse, ale także aspekt wychowawczy i bardziej domowe warunki życia dla dzieci. Duży nacisk położyliśmy na rodziny zastępcze i system adopcyjny. Do naszych rodzinkowych domów dziecka też przyjeżdżały wycieczki z całej Polski, żeby zobaczyć jak to funkcjonuje.

Dość niespotykanym posunięciem, z perspektywy powiatów, była decyzja o kupnie terenów po byłych terminalach odpraw celnych w Olszynie.
– To inwestycja i czysty biznes. Terminal przestał być potrzebny administracji rządowej. Nie było możliwe utrzymywanie terminala za pieniądze, jakie dawał na to wojewoda. Dokładanie z budżetu powiatu nie wchodziło w grę. Można też było sprzedać za jedną czwartą wartości. Wtedy zaproponowałem radzie kupno terminala. Były różne zdania na ten temat, ale okazało się, że terminal spłacił się w ciągu roku dzięki wpływom z dzierżawy. I od 2008 roku powiat ma dzięki temu stały dopływ pieniędzy do budżetu.

Innowacje wprowadzone w powiecie żarskim można by długo wymieniać.
– Muszę wspomnieć jeszcze o systemie utrzymania dróg. Wykonawcy zewnętrzni zaczęli dyktować coraz wyższe ceny. Wtedy postanowiłem zorganizować swoją służbę. Zakupiliśmy sporo sprzętu, zorganizowaliśmy bazę na terenie terminalu i momentalnie ceny spadły. Jednak taka organizacja nie zyskała uznania w obecnym zarządzie powiatu i wycofano się z tego, pomimo że te inwestycje wielokrotnie się zwróciły.

Dzisiaj powiat pod względem finansowym może spać spokojnie?
– Teraz jest dobrze, do tego stopnia, że obecny zarząd nie potrafił wydać wszystkich pieniędzy, jakie miał. Powiat nie jest od tego, żeby mieć oszczędności, ale żeby inwestować. Dobrze, że poszły inwestycje w szpital, co przez lata było niemożliwe, ze względu na ogromne zadłużenie.