Pojadą autobusy? Na razie chyba nie

0
856
reklama

POWIAT ŻARSKI | Rząd ogłosił program, w ramach którego ma dopłacać 1 zł do kilometra reanimowanych, a zlikwidowanych wcześniej niż trzy miesiące temu, połączeń autobusowych.

Po powiecie jeżdżą autobusy, trzeba jednak pamiętać, że należą do firmy, która istnieje po to, żeby zarabiać, a nie wozić pasażerów charytatywnie. Co do tego nie ma wątpliwości. Dlatego też likwidacja poszczególnych kursów wynika z rachunku ekonomicznego. Jeśli wpływy z biletów nie pokrywają kosztów, to utrzymywanie takich kursów nie ma uzasadnienia. Z perspektywy zaś mieszkańca jest to konkretna potrzeba. Ale nie firma jest po to, aby te potrzeby zaspokajać. Od zaspokajania potrzeb mieszkańców są samorządy gminne, powiatowe, wojewódzkie. I to samorządy mogą skorzystać z rządowych dopłat, a nie prywatni przewoźnicy. Nie ma się co więc łudzić, że nagle dajmy na to spółka Feniks V uruchomi jakąś zlikwidowaną wcześniej linię autobusową. Nawet nie może tego zrobić.

Potrzebny jest plan

Na terenie pojedynczych gmin nie jest najgorzej. Mieszkańcy mogą korzystać z autobusów dowożących dzieci do szkół. Gmina wiejska Żary od lat dopłaca też do nierentownych kursów wychodząc z założenia, słusznego zresztą, że w ten sposób zaspokaja komunikacyjne potrzeby mieszkańców. Bez dopłat autobusy by nie jeździły. Z roku na rok spadała liczba pasażerów, a ma to bezpośredni związek z rosnącą liczbą samochodów osobowych. Są jednak osoby, szczególnie w podeszłym wieku, które już nie prowadzą ze względu na stan zdrowia, albo nawet nigdy nie posiadały prawa jazdy. A chcą się dostać do lekarza, do miasta na zakupy. Tylko jak? Sprawa nieco się komplikuje, gdy trasa biegnie przez kilka gmin. Bo niby jak miałyby one podzielić się kosztami dopłat? Od ilości kilometrów odcinka trasy biegnącej przez daną gminę? Czy może solidarnie po równo? Też nie do końca, bo jaki miałoby w tym interes miasto Żary, żeby dopłacać do autobusu na przykład z Łęknicy, czy Lubska. Żary mają swoją komunikację miejską i w ten sposób zapewniają swoim mieszkańcom transport publiczny. Nie ma co do tego żadnych wytycznych. Ale w tym momencie wszystko wskazuje na to, że o komunikację pomiędzy wieloma gminami powinien zadbać samorząd powiatowy. Podobnie, jak to jest z drogami. I wszytko nabiera sensu. Ale potrzebny jest jeszcze tak zwany plan transportowy wskazujący, gdzie i jakie linie komunikacyjne powinny funkcjonować. Planu jednak do tej pory nie ma. Poprzedni starosta Janusz Dudojć w czasie swojej kadencji odsuwał ten problem od siebie, wpadając nawet w pewnym momencie na zupełnie niezrozumiały pomysł, że opracowaniem planu komunikacyjnego na terenie powiatu powinna się zająć… burmistrz Żar Danuta Madej! Kadencja minęła, a obecny, nowy zarząd powiatu jeszcze się z tą sprawą nie zmierzył. Ustawa o samorządzie powiatowym w art. 4 wylicza określone ustawami publiczne zadania powiatu o charakterze ponadgminnym. Są wśród nich też dotyczące transportu zbiorowego i dróg publicznych. Z kolei ustawa o publicznym transporcie zbiorowym wskazuje publicznych organizatorów transportu zbiorowego. Są to gminy na terenie gmin, związki międzygminne oraz powiaty na linii albo sieci komunikacyjnej w powiatowych przewozach pasażerskich. Możliwe są też związki powiatowo-gminne na obszarze gmin lub powiatów tworzących związek powiatowo-gminny. Organizatorów na większych terytorialnie obszarach, typu województwo, w tym momencie można pominąć. Ta sama ustawa w art. 8 wymienia trzy zadania organizatora – planowanie rozwoju transportu, organizowanie publicznego transportu zbiorowego oraz zarządzanie publicznym transportem zbiorowym. Co warte podkreślenia, widać wyraźnie, że to nie prywatny przewoźnik ma zapewniać możliwość przejazdów autobusami. Robi to tam, gdzie się opłaca, lub gdzie samorząd dopłaca. Prywatna firma może to robić, ale nie musi. A kto musi – to wskazują ustawy. Prywatny przewoźnik może takie usługi wykonywać na zlecenie samorządu po wygranym wcześniej przetargu.

To będą te autobusy?

Aby samorządy mogły skorzystać z rządowych dopłat do nierentownych linii, musiałyby zdążyć złożyć odpowiedni wniosek w terminie do końca lipca. Nie byłoby z tym problemu, gdyby już wcześniej wszystko było dogadane a plan transportowy opracowany. Trudno sobie wyobrazić, że na ostatnią chwilę da się coś szybko stworzyć. Był na to czas już dużo wcześniej. Inna kwestia, to wysokość dopłat, jakie samorządy musiałyby ponieść, aby sfinansować nierentowne kursy. Można przyjąć, że średni koszt jednego kilometra trasy autobusu to 4 złote. Minus rządowa złotówka – pozostaje jeszcze 3 złote. Część kosztów pokryją bilety, ale z pewnością nie w całości, bo przecież mówimy o liniach nieopłacalnych, przynoszących straty przewoźnikom. Generalnie rzecz biorąc, samorządy takich dodatkowych kosztów nie przewidziały w swoich budżetach. Wszystkie wydatki są zaplanowane na cały rok. Trzeba by z czegoś zabrać i przeznaczyć na autobusy. Już bardziej realny scenariusz, to zaplanowanie odpowiednich kwot w budżetach przyszłorocznych i składanie wniosków o rządowe dopłaty od nowego roku. Co zrobią ostatecznie gminy i powiat? Kiedy będzie opracowany wspólny plan transportowy? Na razie nie wiadomo.

Andrzej Buczyński