Bardzo długa droga do zgody

0
1754
reklama

Przemysław i Elżbieta Grzywacz od przeszło dwóch miesięcy mogą już dojechać do własnego domu. Doczekali się w miarę przejezdnej drogi, ale do rozwiązania problemu jest jeszcze daleko.

Droga została wykonana i była przejedna wraz z początkiem nowego roku. Wszystko wykonała firma Mariusza Wrony na zlecenie z urzędu gminy. Na dotychczasową drogę polną zostało nawiezione i zgęszczone kruszywo. Przedsiębiorca zapewnia, że droga nie jest błotnista i można tamtędy jeździć z szybkością ok. 40 km/h. tam, gdzie pojawiły się problemy z jakością, firma dokonała niezbędnych poprawek.
– Burmistrz Andrzej Kamyszek poprosił mnie, żeby pomóc, bo gmina na razie nie ma pieniędzy, a państwu Grzywaczom trzeba rozwiązać problem z dojazdem – tłumaczy Mariusz Wrona.
Przedsiębiorca wystawił na razie gminie, za wykonane roboty, fakturę częściową. Kolejną fakturę wystawi dopiero, kiedy pojawią się nowe możliwości i w budżecie zostaną zapisane pieniądze.

Droga, której nie było
Przypomnijmy. O sprawie, która stała się głośna, napisaliśmy jako pierwsi. Elżbieta i Przemysław Grzywacz kilkanaście lat temu kupili od prywatnego właściciela działkę blisko skrzyżowania z ul. Sienkiewicza w Jasieniu, drogą na Lisią Górę i obwodnicą miasta. Mieszkają pod lasem, zajęli się sprzedażą ryb. Działkę pomiędzy ich nieruchomością a obwodnicą przeszło rok temu kupił od tego samego właściciela inwestor – miejscowy przedsiębiorca Mariusz Wrona. Buduje tam firmowe obiekty. Problem w tym, że polna droga ze zjazdu z obwodnicy do nieruchomości Grzywaczów biegła, jak się okazało, przez jego działkę, a wszyscy, przez wiele lat, nawet w urzędzie, byli przekonani, że to droga gminna. Okazało się, że droga gminna biegnie do niej równolegle, ale sęk w tym, że nie została nigdy zbudowana. Mało tego – budowniczowie obwodnicy zamiast wykonać zjazd w drogę gminną, wykonali go właśnie w tę prywatną.
Koniec końców, inwestor postawił na swojej działce bramę, utwardził i ogrodził plac. Droga, z której dotychczas korzystali Grzywaczowie i klienci, którzy do nich przyjeżdżali na zakupy, została tym samym odcięta.

Czekając na czyny
Elżbieta Grzywacz nie jest zadowolona z wykonania drogi. Zapewnia, że wystarczy kilka dni deszczu, żeby wszystko zostało rozjechane. Narzeka, że ma przez to powybijane samochody. Ostatnio się zakopała jadąc z wnukiem na basen.
– Cały czas żyję w stresie. Jestem załamana. Jeżdżę tą drogą, bo nie mam wyjścia. Cieszę się, że mogę przejechać do domu, ale nie wyobrażam sobie, żeby było tak dalej – nie ukrywa emocji Elżbieta Grzywacz. – To nie jest droga – twierdzi kategorycznie.
. Elżbieta Grzywacz czeka na zbudowanie drogi, która jest w planie i biegnie wzdłuż ogrodzenia działki Mariusza Wrony. Nie wierzy jednak w żadne zapewnienia urzędników. Czeka na konkrety. Zaraz minie rok od momentu, kiedy rozpoczęła z mężem starania o wybudowanie drogi do swojej nieruchomości. Obawia się, że jak droga nie powstanie w tym roku, to straci klientów i będzie zmuszona zamykać działalność.
– Dopóki nie zobaczę, że coś się dzieje, to nie uwierzę. Pomimo wszystko jestem dobrej myśli – kwituje.
Do sprawy wrócimy.

Paweł Skrzypczyński