Śpiewająco po fundusze. Przebojowa Pani wójt

0
1625
reklama

O unijnych dotacjach, pasji i pracy w samorządzie lokalnym z wójt Tuplic Katarzyną Kromp rozmawia Andrzej Buczyński.

Gmina pozyskała już sporo środków zewnętrznych.

– Prawie 11 milionów udało nam się pozyskać przez przeszło dwa lata mojej kadencji. Jest to równowartość rocznego budżetu całej gminy. Musimy się już mocno gimnastykować, żeby znaleźć środki na wkład własny do projektów i spędza to sen z powiek pani skarbnik. Szukamy jednak różnych dodatkowych możliwości finansowania. Czekamy jeszcze na rozstrzygnięcie jednego projektu związanego z kanalizacją, gdyby przeszedł, to suma pozyskanych środków unijnych dla gminy wyniosłaby już piętnaście milionów i to jest nasz ogromny sukces. Tym większy, że nasza gmina liczy tylko 3200 mieszkańców. Do tej pory radziliśmy sobie z wkładem własnym do projektów, ale wiedząc, że kolejne projekty mogą być pozytywnie rozpatrzone, nie wykluczam wyemitowania obligacji po to, by jak najwięcej inwestycji udało się zrealizować.

Czy to znaczy, że łatwo otrzymać unijne środki?

– Do tej pory wszystkie złożone przez nas projekty otrzymały dofinansowanie. Przy pisaniu projektów współpracowaliśmy też z firmą zewnętrzną, która nam pomagała, bo sami nie bylibyśmy w stanie tego wszystkiego załatwić pod względem formalnym. Tym bardziej, że zakres tematów jest bardzo różny, a nie sposób się na wszystkim znać. Wydaliśmy więc 20 tysięcy, a przyniosło nam to 11 milionów. Nasza stuprocentowa skuteczność dowodzi, że robimy naprawdę potężną i bardzo dobrą robotę.

Na co gmina wyda pozyskane pieniądze?

– W ubiegłym roku otrzymaliśmy trzy miliony złotych na budowę i modernizację dróg, to była maksymalna stawka, jaką można było uzyskać. Z pięciu dróg jedna jest już zrobiona. Do tego modernizacja przedszkola, szkoły i urzędu gminy. Jest projekt na kanalizację. Złożyliśmy projekt na place zabaw i jak dobrze pójdzie, to takie place jeszcze w tym roku trafią do ośmiu sołectw. Było też parę innych, drobniejszych projektów, jak na przykład dwieście tysięcy na modernizację stadionu.

Myśli pani o drugiej kadencji?

– Nie wiem czy będę tu drugą kadencję, ale na pewno będę ubiegać się o reelekcję. Jeśli mi się uda, to skupię się na drogach. Warto podkreślić, że 3 miliony pozyskane z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich postawiły nas na samym szczycie listy rankingowej gmin, które otrzymały maksymalną kwotę dofinansowania. Tam gdzie możemy, tam startujemy. Patrząc w lustro mogę sobie śmiało powiedzieć, że wykorzystaliśmy wszystkie szanse, jakie były do tej pory. Wierzę w to, że za dziesięć czy piętnaście lat ktoś powie, że fajnie było w Tuplicach, jak Kromp była wójtem, bo dużo się wtedy działo.

Przez osiem lat można zrealizować wszystkie pomysły?

– Wszystkiego na pewno nie, bo ciągle pojawiają się nowe, aczkolwiek zawsze byłam zwolenniczką dwukadencyjności, przy czym kadencja powinna trwać pięć lat. Czy mogę narzekać na poprzednią władzę? Mogę, bo nigdy bym tu nie przyszła, gdybym uważała, że dzieje się tu dobrze.

Przyszła tu pani robić karierę?

– Moja pozycja zawodowa nie była zła, moje miejsce zamieszkania nie było złe, więc tak naprawdę to ja zaryzykowałam sporo ubiegając się o stanowisko wójta gminy. Mam tego świadomość, że każdego dnia pracuję na swój dorobek zawodowy. A jeśli tu słyszę, że czegoś nie zrobiłam, to tym bardziej jest mi miło, że będąc gdzieś w Polsce ktoś mi mówi, że czytał czy słyszał, że na listach i rankingach idę do przodu. To jest dla mnie najlepsza rekomendacja.

Czy nie miała pani takiej refleksji siadając na fotelu wójta, że może jednak to nie jest to, co chciałaby pani robić w życiu?

– Nigdy nie miała takiej myśli od momentu złożenia przysięgi wyborczej. W trakcie kampanii docierały do mnie głosy, że mam spore szanse. Pamiętam, że przed wyborami zapytałam siostry – a co będzie, jak wygram? Nigdy wcześniej nie pracowałam w samorządzie. Ale ciągle pamiętam, jak pracowałam z przedsiębiorcami i pewnie dlatego wchodzę w kolejne projekty. Przedsiębiorca ryzykuje, a kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Przyszłam tu, żeby się rozwijać.

Pojawiła się pani w gminie w odpowiednim czasie?

– Uważam, że przyszłam tu o cztery lata za późno. Bo najlepsze czasy jeśli chodzi o pozyskiwanie środków unijnych już mamy za sobą. Teraz to już jest walka. Jeśli chodzi o gospodarkę wodno-kanalizacyjną, to na 82 gminy przypadają 34 miliony do zdobycia, a jedna gmina może potrzebować nawet 5 milionów. Uważam, że moja gmina ten czas zmarnowała. Oczywiście, mówi się, że był spłacany projekt kanalizacji, więc mój poprzednik miał mniejsze pole do manewru, ale my tę kanalizację dalej spłacamy.

Co zatem ważnego wydarzyło się w tej kadencji?

– W końcu udało nam się wprowadzić fundusz sołecki. Wioski mają swoje pieniądze i remontują na przykład świetlice, które w dziewięćdziesięciu procentach przypominały PRL. Tam wstyd było kogokolwiek zaprosić.

Wieś nie jest nudna?

– Poza pracą udało nam się stworzyć tu jakąś grupę, która tworzy spektakle, przedstawienia. Tym żyjemy i to nas napędza.

Pani śpiewa.

– Kiedyś bardzo dużo śpiewałam i nawet zakładałam sobie, że gdybym miała coś w życiu robić, to związać się z muzyką. Mój tato do dziś powtarza, że pieniądze wydane na naukę śpiewu zostały zmarnowane.

Ale teraz, w Tuplicach, znów pani śpiewa.

– W Tuplicach zorganizowaliśmy obchody 25-lecia samorządności w Polsce. Zorganizowaliśmy galę i słowo „gala” pasowało do tego wydarzenia. Z głosów, które do nas docierały, to były najlepsze obchody w naszym województwie. To była impreza na poziomie takim, jakiego Warszawa na pewno by się nie powstydziła. Są ludzie, którzy czują ducha organizacji i mają potrzebę, żeby w Tuplicach zadziało się coś więcej. Udało nam się zebrać około 30 osób, które wystąpiły na koncercie walentynkowym, a sam koncert zrobił wielką furorę. Poszliśmy krok dalej. Stacja Golgoty pokazała, że stać nas na różny repertuar. Co ciekawe, mamy zaproszenia dosłownie z różnych krańców Polski i proszę mi wierzyć, że gdybyśmy mieli na to czas, to wsiedlibyśmy w autobus i pojechali w mazowieckie, dolnośląskie czy kujawsko-pomorskie. Teraz szykujemy noc przebojów na dzień Tuplic.

Koncepcja trafiła na podatny grunt?

– Zaczynaliśmy od jednego klawiszowca, a teraz mamy dwóch gitarzystów i perkusistę. To już jest zespół. Na perkusji gra policjant, na gitarach nauczyciel i kierownik referatu komunalnego. Na klawiszach były wojskowy. Złośliwi mówią, że nic nie robimy, tylko śpiewamy. Ale myślę, że są też tacy, którzy doceniają, że poświęcamy na to swój prywatny czas.

Co łączy panią z tą gminą?

– Spędziłam to całe moje dzieciństwo i wczesną młodość. Jestem z nią związana tak, jak się jest związanym z domem. To jest mój dom. Miałam propozycje zawodowe z Warszawy, ale z nich nie skorzystałam, to to jest mój czas, żeby zrobić coś dla Tuplic i czuję się za to odpowiedzialna.

Dokąd zmierza gmina Tuplice?

– Byłabym szczęśliwa, gdyby pojawiła się u nas duża firma chcąca rozkręcić tu swoją działalność. Jednak jestem realistką, długo pracowałam z przedsiębiorcami i wiem, że że to nie jest takie proste. Druga sprawa to ilość rąk do pracy. Wiele osób może pojechać niedaleko do Niemiec i zarobić tam pensję wójta.

Są tu jednak też ludzie, którzy mają fajne pomysły i to z myślą o nich chcę coś tu robić w temacie turystyki. Zamierzam przejąć dworzec PKP i utworzyć tam bazę rowerową i turystyczną. Mam tylko nadzieję, że pociąg Berlin-Wrocław będzie się tu zatrzymywał i przywoził nam turystów. Marzy też mi się jakiś cykliczny festiwal, ale dzisiaj jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić o szczegółach tego pomysłu.

Nie brakuje pani zgiełku wielkiego miasta?

– Systematycznie bywam w Warszawie i już po piętnastu minutach wiem, dlaczego chciałam stamtąd uciec.Tutaj żyje się trochę inaczej, może trochę wolniej, ale życie jest za krótkie, żeby przestać je w korkach wielkiego miasta.

ATB

PODZIEL SIĘ