Za nieuczciwych płacą wszyscy

0
519
reklama

POWIAT ŻARSKI | System jest prosty. Trzeba zapłacić za każdą tonę śmieci, która trafia do Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Marszowie. Za tyle, ile wskaże waga, a wagi nie da się oszukać. Można za to oszukiwać swoich sąsiadów płacąc niższą stawkę, ale udając tylko, że segreguje się odpady.

Ostatecznie wszyscy zapłacą więcej, bo rachunek za każdą tonę będzie wystawiony i tak. Dlaczego warto segregować? Waśnie ze względu na koszty. Śmieci zmieszane są po prostu najdroższe. Gdyby na przykład zniknęło z nich ciężkie szkło, rachunki byłyby niższe. Dlatego też osoby niesegregujące płacą po prostu więcej. W przypadku domów jednorodzinnych sprawa jest prosta. Tu każdy sam odpowiada za swoje śmieci. Gorzej na osiedlach. Jeśli kilkaset osób ma dostęp do jednej wiaty śmietnikowej, nie sposób upilnować wszystkich cwaniaków. A nawet jak ktoś zauważy, że sąsiad robi coś nie tak, najczęściej przymyka oko. Nasze społeczeństwo wywodzi się z czasów, w których łatka konfidenta była czymś nie do pomyślenia. Jednocześnie były to czasy, gdy kombinowanie było czasem potrzebne do przeżycia. Czasy się zmieniły, ale przyzwyczajenia już niekoniecznie. W Żarach około osiemdziesięciu procent mieszkańców zadeklarowało, że będzie segregować odpady. Można tylko wierzyć, że większość robi to uczciwie. Pozostali nie udają, że segregują. Po prostu uczciwie płacą więcej.

Zaraz podwyżka

Od lipca w Żarach wzrastają opłaty za śmieci. Za segregowane zapłacimy 17 złotych, za niesegregowane – 24 złote. W obydwu przypadkach stawka wzrosła o 4,5 zł. Jest to spowodowane przede wszystkim wzrostem ceny za tonę odpadów zmieszanych przyjmowanych w Marszowie z 293 do 356 złotych. Wzrosły również koszty odbioru i transportu odpadów – w stosunku do roku ubiegłego o 9,4 procent, a także koszty związane z prowadzeniem Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów. Prezes zakładu w Marszowie Jacek Połomka wzrost ceny za przyjmowane odpady tłumaczy kilkoma czynnikami, między innymi wzrostem cen energii, czy płacy minimalnej. Dodaje przy okazji, że stawka nie była zmieniana od trzech lat. Na szczęście ZZO nie jest nastawiony na zysk. Ale też nie może do interesu dokładać. Gorzej, gdyby to była prywatna firma, której właściciel nagle chciałby zwiększyć sobie dochody. W tym wypadku takich niespodzianek nie będzie. – Można powiedzieć, że do tej pory system się bilansował, ale na pewno by się nie bilansował, gdybyśmy nie wprowadzili ostatniej podwyżki w następstwie wzrostu cen w ZZO – mówi Daniel Babula z Urzędu Miejskiego w Żarach. – Do tego wzrosła cena za transport odpadów o 180 tysięcy w stosunku do roku ubiegłego.

Kontrole

Urzędnicy prowadzą okresowe kontrole sprawdzające, czy deklarowana selektywna zbiórka wykonywana jest prawidłowo. Wystarczy zajrzeć do pojemnika na odpady zmieszane. Jeśli znajdują się tam śmieci, które powinny być na przykład w pojemniku na szkło, od razu widać nieprawidłowość, która ukarana zostaje… zwiększeniem stawki od następnego miesiąca. Przepisy nie przewidują w tym wypadku żadnych spektakularnych mandatów, które skutecznie mogłyby postraszyć nieuczciwych. Z finansowymi konsekwencjami można liczyć się jedynie wyrzucając śmieci w miejscach do tego nie wyznaczonych, na przykład w lesie. A zatem wzrost stawki za osobę, w przypadku Żar jest to 6 złotych, dotkliwą karą raczej nie jest. Wychodzi na to, że pozostaje jedynie liczyć na zwykłą ludzką uczciwość. Dziś mówi się o zmianie ustawy, która może wejść w życie jeszcze w tym roku. Prawdopodobnie karą ze złe segregowanie będzie dwukrotny wzrost opłaty. Może to być już bardziej odczuwalne w przypadku wieloosobowych gospodarstw domowych.

Inny problem

Dlaczego należy segregować rzetelnie? Bo teoretycznie posegregowane odpady, ale zanieczyszczone zmieszanymi, mogą zostać przekwalifikowane w całości na zmieszane i będzie za nie naliczona wyższa opłata. – Dziś już bardzo rzadko się zdarza, żebyśmy musieli przekwalifikować transport tworzyw sztucznych na odpady zmieszane – mówi prezes Jacek Połomka. – Największy problem był z odpadami biodegradowalnymi – gminy postawiły pojemniki na te odpady przy budynkach wielorodzinnych, a to co do nich trafiało, to były tak naprawdę odpady zmieszane. I w ten sposób cała segregacja bioodpadów przestała mieć sens, bo i tak wyszło na to, że trzeba było zapłacić wyższą stawkę. Należy pamiętać, że w ogólnym rozrachunku utrzymanie jak najniższych cen za zagospodarowanie odpadów będzie możliwe, gdy jak najwięcej z nich będzie posegregowanych. Chociaż tak naprawdę na obniżki nie ma co liczyć. Stawką jest raczej wolniejszy wzrost cen. Dlaczego podwyżki są nieuniknione? – Z roku na rok wytwarzamy coraz więcej odpadów, a ich przetwarzanie też będzie kosztowało coraz więcej – nie pozostawia wątpliwości Jacek Połomka.- Opłaty środowiskowe są coraz wyższe, tak samo prąd, paliwo, czy koszty pozbycia się niektórych grup odpadów w sposób cywilizowany.

Turystyka śmieciowa

Pomijając kwestie rzetelnej segregacji odpadów, nadgraniczna Łęknica boryka się z dodatkowym problemem. – Do Łęknicy przyjechali sezonowi mieszkańcy handlujący na rynku, tylko jakoś nie ma za nich złożonych dodatkowych deklaracji śmieciowych – mówi burmistrz Piotr Kuliniak. A każdy człowiek wytwarza śmieci. Gmina dostanie rachunek za wywóz wszystkich, bez względu na to, czy ktoś na nie zapłaci, czy nie. Jak szacuje burmistrz Kuliniak, za wywiezione z Łęknicy śmieci w ciągu roku trzeba będzie w sumie zapłacić nawet o ponad sto tysięcy więcej, niż wynoszą wpływy z opłat od mieszkańców. Tyle, że gmina nie może dopłacać z innych środków, na przykład kosztem inwestycji. Nie może też na śmieciach zarabiać. Cały system powinien się finansować z opłat mieszkańców. I tak ostatecznie mieszkańcy za wszystko zapłacą. Podwyżki są nieuniknione. Można się tylko zastanawiać, do jakiego poziomu będą musiały wzrosnąć ceny, żeby sąsiad zaczął pilnować sąsiada. Najuczciwiej by było, gdyby każdy sam za siebie wywoził śmieci do Marszowa i tam za nie płacił. To oczywiście nierealne. Jeśli chodzi o domy wielorodzinne jedynym sposobem na rzetelność byłoby postawienie wiaty śmietnikowej przy każdej klatce osobno. Wtedy, w przypadku stwierdzonych błędów w segregowaniu, podwyżka objęłaby całą klatkę. Z pewnością czarna owca szybko zostałaby wytropiona. Tyle, że to też nierealne, bo podwórka zapełniłyby się śmietnikami.

Andrzej Buczyński , foto ARMG