Ten zakaz okazał się pożyteczny, dla lasu

0
1421

Część osób psioczyła na „bezsensowny” zakaz wstępu do lasu. Inni z kolei twierdzili, że i tak przecież lepiej zostać w domu. Pozostałym było to obojętne, bo do lasu po prostu nie chodzą.

Jakoś udało się przetrwać dwumiesięczny zakaz z początku roku, spowodowany rozprzestrzenianiem się wirusa ASF, czyli afrykańskiego pomoru świń. Amatorzy leśnych spacerów i wszelkiego rodzaju aktywności fizycznej odetchnęli z ulgą mogąc wrócić na ulubione ścieżki. Jak się okazało – nie na długo. Kolejny zakaz, tym razem koronawirusowy, był już trudniejszy do zaakceptowania. No bo jak to? Znowu?

Jeśli to miało zatrzymać ludzi w domach, to się sprawdziło. Jest jeszcze inna, ważna kwestia. Przytłoczeni statystykami zachorowań i zgonów, a także ogólnopolską batalią związaną z organizowaniem lub bojkotowaniem wyborów prezydenckich, mogliśmy nie zauważyć, że akurat teraz w lasach obowiązuje trzeci, najwyższy poziom zagrożenia pożarowego.

W lasach panuje susza. Ostatnie opady deszczu w Lany Poniedziałek i nieco niższe temperatury trochę sytuację poprawiły, ale nie na tyle, aby problem zniknął. Podobnie było w ubiegłym roku. Brak śniegu, a właściwie roztopów. Wiosenne deszcze raczej symboliczne. To wszystko sprawia, że ogień w suchym lesie może narobić naprawdę wiele szkód.
– Oprócz zagrożenia pożarowego, przez suszę cierpią również świeżo posadzone uprawy leśne, które potrzebują wilgoci – mówi nadleśniczy Jan Lesser z Nadleśnictwa Lipinki. – Sadzonki młodych drzewek nie będą się przyjmować.

Leśnicy cały czas realizują zadania z zakresu hodowli lasu, pielęgnacji młodników. Na ukończeniu jest cykliczna akcja sadzenia lasu. Z drugiej strony – ograniczone zostało pozyskiwanie drewna w ramach normalnej gospodarki leśnej. Zahamowanie polskiej i światowej gospodarki sprawiło, że zmniejszył się również popyt na drewno. Mniej wycinek, to z jednej strony mniejsze dochody Lasów Państwowych, a z drugiej – mniej pracy do wykonania. W dłuższej perspektywie może to doprowadzić do zmniejszenia wynagrodzeń, albo redukcji zatrudnienia. To zjawisko dotyczy oczywiście wszystkich gałęzi gospodarki.
– Na dzień dzisiejszy praktycznie ograniczamy się tylko do usuwania drzew stanowiących zagrożenie, na przykład przy prywatnych posesjach lub szlakach turystycznych – mówi Jan Lesser. – Są to jednak stosunkowo niewielkie ilości.
Leśnicy nie będą wycinać drzew na zapas i składować gdzieś w oczekiwaniu na koniunkturę.
– Drewno ulega deprecjacji, jeśli poleży parę miesięcy to traci swoje właściwości pożądane przez klientów – tłumaczy nadleśniczy.

Nikt nie wie, co będzie jutro
Pandemia, a właściwie jej rozwój i potencjalne skutki, to ewidentny hamulec rozwoju.
– Wstrzymaliśmy na razie wszelkie inwestycje, nie ogłaszamy procedur przetargowych – mówi Jan Lesser. – Ze względów finansowych nie wykonujemy tymczasowo nawet tych potrzebnych zadań, bo dziś nie wiemy, jaka będzie przyszłość.
Podobnie jak Lasy Państwowe, straty finansowe ponoszą też zakłady usług leśnych. Jeśli nie można im zlecić wycinki, a myśląc o ich utrzymaniu w dobie kryzysu, o utrzymaniu pracowników, Lasy będą sukcesywnie zlecać im zadania związane z hodowlą i pielęgnacją.

Zazwyczaj nieostrożność
Choć występuje najwyższy stopień zagrożenia pożarowego, prawdopodobnie dziś nie byłoby to przyczyną wprowadzenia zakazu wstępu do lasu. Niemniej jednak, w większości przypadków to człowiek powoduje pożary.
– Przeważnie jest to nieostrożność przy posługiwaniu się otwartym ogniem, a raczej rzadko mamy do czynienia z celowymi podpaleniami – mówi Jan Lesser. – Na razie, odpukać, nie mieliśmy ostatnio jakiegoś większego pożaru na terenie Nadleśnictwa Lipinki.
W innych nadleśnictwach się zdarzają. Niejednokrotnie ogień dociera do lasu z wypalanych nieużytków. Na szczęście, wypalanie traw nie jest zjawiskiem tak nagminnym, jak wcześniej.
Odizolowanie ludzi od lasu z pewnością zmniejszyło zagrożenie pożarowe. Redukcja pozyskiwania drewna to z kolei więcej drzew w lesie niż zazwyczaj, przy zwyczajnie prowadzonej gospodarce leśnej. Czy zatem ten czas jest dla lasu wyjątkowo korzystny? Częściowo, ale nie tak do końca. Wspomniana wcześniej susza wpływa nie tylko na młode drzewka. Osłabia też odporność dorodnych nawet okazów, które są bardziej podatne na ataki szkodników.

Skutki są do dziś
Ubiegłoroczna susza przetrzebiła nieco drzewostan. Leśnicy jeszcze walczą z jej skutkami, a tymczasem mamy już kolejną suszę.
– Cały czas musimy jeszcze przeprowadzać cięcia sanitarne, czyli wycinać drzewa opanowane przez szkodniki owadzie, aby ograniczyć ich rozprzestrzenianie się na dalsze obszary – mówi nadleśniczy Lesser. – Nie ma roku, żebyśmy nie musieli wycinać nawet kilkunastu hektarów zrębów sanitarnych.
Padają drzewa, które normalnie nie byłyby wycięte, choćby ze względu na zbyt młody wiek. Na terenie Nadleśnictwa Lipinki dotyczy to przede wszystkim świerków. Drzewa te w zwykłych warunkach wytwarzają płaski system korzeniowy. Gdy jednak poziom wody się obniża, gdy brakuje opadów, świerki usychają. Wśród drzew najczęściej wycinanych po atakach owadów dominuje sosna, a najgroźniejszym obecnie szkodnikiem jest kornik ostrozębny. Zaczyna on swoją „robotę” w sosnowych koronach, zabierając się na początku za cienkie gałązki. Tego praktycznie nie widać.

Po zakazach
Zakaz wstępu do lasu zostanie zniesiony. Warto wtedy pamiętać, że susza i ogień są dla terenów leśnych realnym zagrożeniem. Lepiej więc, aby komuś przypadkiem do głowy nie przyszło, że to fajna okazja do urządzenia sobie jakiegoś ogniska. A infrastruktura turystyczna w postaci wiat piknikowych, czy parkingów leśnych powinna być raczej omijana szerokim łukiem.

Andrzej Buczyński

fot. Andrzej Buczyński