Po prostu w interesie własnym

286

Taka się oto grupa pojawiła w Żarach, niezwykle reprezentatywna pod względem swej roszczeniowości, czy też prywatnych interesów. Ale pod hasłem, że niby dla dobra miasta. Czerwony tekturek w ręku, machanie nim pod ratuszem i przeświadczenie o własnej niesamowitości połączonej z przeświadczeniem – świadomym lub nie – o totalnej ciemnocie intelektualnej odbiorców tego widowiska. Może i ktoś to łyknie, jak pelikanik, którzy przyjmie do dzioba bezkrytycznie, co tylko wpadnie. Choćby opona od traktora, albo tona piachu. Ten piasek ma tu też niebagatelne znaczenie, ale o tym za chwilę.

Moja przesympatyczna koleżanka zwróciła mi kiedyś uwagę, że za często o parku piszę. Obiecałem przestać, ale jak się właśnie okazuje… kłamałem.

Dziś znów będzie parę słów o nowym parku. Nie bez przyczyny, oczywiście.
Wprawdzie denerwowała mnie wcześniej nieskoszona trawa, niewycięte drzewa przy modernizowanym rondzie, zielone blokowanie inwestycji pod płaszczykiem troski o gram tlenu… To odpuszczę tym razem. Natomiast trzeba zwrócić uwagę na to, czego wielu chyba nie dostrzega. Rewitalizacja drugiej części żarskiego parku miejskiego to nie tylko nowe alejki spacerowe. Wydane miliony, z ogromnym dofinansowaniem ze środków zewnętrznych, to także przywrócenie do życia folwarcznych zabudowań. I co się okazało? Wraz z nowym miejscem, pojawiła się nowa, świetna impreza, która od razu na starcie przyciągnęła mnóstwo ludzi. Targ Śniadaniowy w wyremontowanym folwarku. I będzie już cyklicznie, co dwa tygodnie. Wystawców sporo, kupujących sporo. Stoły z parasolkami, dmuchany zamek dla dzieci, piknik. Do tego konkursy, jak choćby ubijanie śmietany na masło. Inicjatywa godna pochwały. I po to też właśnie potrzebny był remont za miliony. Pozyskane z zewnątrz.

Tymczasem niedoceniony kandydat do pełnienia różnych funkcji publicznych teraz chciałby zostać burmistrzem. Radnym zostać się nie udało, bo jakoś mieszkańcy nie chcieli takiego kandydata do reprezentowania swoich interesów. Dyrektorem też się nie udało, bo trzeba najpierw spełniać wymogi formalne. To jednak nie przeszkodziło historykowi złożyć papierów. Co tam, że nie spełniam kryteriów. Mój blask wspaniałości oślepi komisję. Nie oślepił, nie zaślepił, co najwyżej komisja mogła się pośmiać, że człowiek przecież wykształcony, a nie potrafi zrozumieć, że doświadczenie na kierowniczym stanowisku jest wymagane, a on takowego nie posiada. Za to jaki lament podniósł w internecie, że odrzucili jego historyczną osobowość. Wyśnił sobie więc burmistrzowanie, ale jak na razie chodzi z uporem maniaka po parku i fotografuje piasek. Dużo zdjęć piasku już wykonał. Pstryka i wrzuca do internetu. Jeszcze trochę i może załapie się do księgi rekordów Guinnessa? Będzie jakiś sukces. Właściciel największej kolekcji zdjęć piaskowych alejek parkowych. Brzmi dumnie.

Przejrzałem sobie ulotkę inicjatorów referendum. Przeczytałem przesłanki, które nimi kierują. Rzeczywiście, autorzy tych przesłanek wykazali się… brakiem elementarnej wiedzy
o finansach publicznych, zasadach funkcjonowania samorządu, kierowaniem ludźmi, organizacją pracy. Wypisują po prostu bzdury, których mieszkaniec nie jest w stanie czasem zweryfikować.

Przykład? Jako niegospodarność wykazuje się „budowę nowego kolektora wód opadowych w miejscu innego, wykonanego parę lat wcześniej” na Kujawskiej. Ktoś może pomyśli, że rzeczywiście bez sensu. Tyle że ostatnia modernizacja kolektora miała miejsce w 2004 roku. To nie jest kilka lat, tylko 16 lat. Modernizacja na odcinku zaledwie około stu metrów. A cała reszta jest starsza. Nie dość, że dziś już ma zbyt małą średnicę, to jest w katastrofalnym stanie technicznym. I w przeciwieństwie do autorów ulotki, ja wiem o czym piszę, bo sam widziałem sypiącą się rurę.
No ale bzdur na ulotkach można wypisywać do woli.

Kolejny zarzut. Puste pole dla kamperów. To mnie nawet rozbawiło. Proponuję pstryknąć jeszcze zdjęcie pustego przystanku autobusowego, pustego postoju taksówek, pustej ulicy, albo pustego śmietnika. Wszystko miałoby taki sam mniej więcej sens. Czyli bezsens. A przecież wiadomo, że inwestycja na Syrenie, dofinansowana ze środków zewnętrznych to przede wszystkim droga i oświetlenie. Pole kamperowe przy okazji. A jak już jest, to nikomu nie przeszkadza. Poza tymi, którym wszystko przeszkadza.

W ciągu poprzedniej i roku obecnej kadencji burmistrz Madej miasto pozyskało ponad
50 milionów złotych na różne inwestycje. O tym autorzy ulotki nawet się nie zająknęli. Ale to nie pasuje do koncepcji, że wszystko jest źle. Nie pasuje do koncepcji „braku wizji rozwoju miasta”.

Ale może gdyby historyk został burmistrzem, to wypłaciłby byłemu naczelnikowi 400 tysięcy, które ten sobie wymarzył. I może wycofałby kilkusettysięczne roszczenia miasta
w stosunku do radnej, o winie której orzekł sąd. Co szkodzi pokombinować?

Jednak robienie z mieszkańców idiotów do załatwienia swoich prywatnych interesów, to już zupełnie osobna kwestia.

Andrzej Buczyński