Nie segregujesz śmieci? Będą kontrole i kary

512
Taki bajzel sam się nie zrobił. fot. Andrzej Buczyński

ŻARY | Wszyscy muszą segregować odpady. Każdy ma dbać o swój śmietnik. Niby wszystko proste i jasne, ale bałaganu wciąż nie brakuje.

Ubiegłoroczna śmieciowa rewolucja nadal trwa, choć wszystko powinno działać już jak należy. Zaczęły powoli znikać z ulic kolorowe dzwony do segregacji odpadów. Teraz każdy ma mieć swój śmietnik, za który odpowiada. “Niczyje” śmietniki w miejscach publicznych, do których teoretycznie każdy miał dostęp i mógł do nich ładować co i ile chciał, powoli przestają istnieć. Dlaczego jednak jeszcze są, choć zgodnie z założeniami śmieciowej reformy mogłoby już ich nie być? Sytuację obecną szeroko komentuje poniżej Daniel Babula z żarskiego ratusza. Trzeba podkreślić, że ciągle jeszcze istnieje w Żarach spory problem z odpadami wielkogabarytowymi. Widać to na każdym kroku. Kiedy mieszkańcy przestaną sami zaśmiecać sobie własne otoczenie? Kiedy zakończy się proceder podrzucania odpadów pod cudze śmietniki? Czy jedynym rozwiązaniem powinny być surowe i konsekwentnie nakładane kary? Na razie innej opcji nie widać. Ale będą kontrole, będą mandaty i rejestrowanie z ukrycia śmietnikowych cwaniaków.

Edukacja ekologiczna dzieci przyniesie efekty za kilka, czy nawet kilkanaście lat. Poza tym, to nie dzieci wywalają wersalki i lodówki gdzie popadnie. Tym samym, dają niestety taki a nie inny przykład swoim dzieciom. Wywieźć stary mebel na PSZOK można za darmo. I co z tego? Ano nic. Ciągle walają się sterty gratów po całym mieście, praktycznie przez cały rok. Niektórzy nic sobie nie robią z obowiązującego harmonogramu odbioru dużych gabarytów. Inni zostawiają worki ze śmieciami przy śmietnikowych wiatach, do których nie mają kluczy. Bo chodzić im się nie chce do innej wiaty, do której klucz mają, ale jest dalej.

Przedsiębiorcy też powinni segregować odpady. Jak to było do tej pory? Teoretycznie można było śmieci wywalić do jakiegoś ogólnodostępnego śmietnika. Ale teraz straż miejska może kontrolować, czy firma ma w ogóle podpisaną umowę na odbiór odpadów. W dodatku w sposób selektywny.

Czy posypią się kary? Czy mieszkańcy będą musieli płacić podwójną stawkę za niechlujność swoich sąsiadów? Może to jedyna droga do należytego porządku w mieście, którego niby wszyscy oczekują, ale nie wszyscy się do tego przykładają.

Andrzej Buczyński

Daniel Babula. fot. Andrzej Buczyński

Daniel Babula, zastępca naczelnika wydziału infrastruktury technicznej i ochrony środowiska w urzędzie miejskim w Żarach:

– Zmiany w przepisach weszły w życie od 1 września 2020 roku. Było tam wiele zmian, ale najważniejsze jest to, że wszystkich obowiązuje segregacja odpadów. Nie tylko właścicieli nieruchomości zamieszkałych, ale trzeba też mieć świadomość, co jest bardzo istotne, że również przedsiębiorcy są zobligowani do tego, by segregować odpady. O tym mówi ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Składowanie odpadów może się odbywać w sposób wyłącznie selektywny. To dotyczy wszystkich.

Po tych kilku miesiącach, pod względem wizerunkowym, nie wygląda to wszystko jeszcze tak, jakbyśmy chcieli. Widzimy to na przykład w ścisłym centrum miasta. Są takie sytuacje, gdy odpady nie są segregowane w sposób należyty. Widać jeszcze nieporządek wokół miejsc do gromadzenia odpadów. Jest to spowodowane kilkoma czynnikami. Wrześniowa reforma wprowadziła między innymi to, że teraz każdy właściciel nieruchomości ma odpowiadać za miejsce do gromadzenia odpadów. Czyli, nie tylko – jak to było do tej pory – za stan sanitarny i techniczny pojemników, ale również za porządek przy wiatach śmietnikowych. Gminy będą prowadziły kontrole pod kątem prawidłowej segregacji, czy ona w ogóle się odbywa i czy jest prawidłowo prowadzona. W związku z tym, każdy właściciel nieruchomości musi dysponować własnym miejscem do gromadzenia odpadów. O tym też mówią inne przepisy. Nie zmienił się przepis, który w rozporządzeniu dotyczącym usytuowania budynków określa warunki techniczne i wyraźnie wskazuje, że nieruchomości budowlane muszą być wyposażone w miejsca do gromadzenia odpadów komunalnych. Każdy właściciel czy zarządca nieruchomości musi dysponować takim miejscem. 

Generalnie problem dotyczy zabudowy wielolokalowej. Przy zabudowie jednorodzinnej takich problemów właściwie nie ma, lub są bardzo sporadyczne, ponieważ każdy właściciel domku jednorodzinnego dysponuje takim miejscem i jednocześnie sam o nie dba. W zabudowie wielolokalowej jest o tyle problem, że szczególnie w centrum miasta zarządcy nie zawsze mają odpowiedni teren, na którym mogliby zlokalizować miejsce do gromadzenia odpadów. Do tej pory odbywało się to w ten sposób, że mieszkańcy korzystali ze śmietników ogólnodostępnych, zlokalizowanych na terenach należących do miasta. W związku z tym, nie poczuwano się do tego, by dbać o te miejsca. Dzisiaj to się zmienia, właściwie w większości przypadków już się zmieniło. W sytuacjach, gdy dana wspólnota nie dysponuje własnym miejscem do gromadzenia odpadów, musi wystąpić o dzierżawę takiego gruntu, czy to do gminy, czy też do innych, odrębnych podmiotów, aby stać się posiadaczem nieruchomości, na terenie której będzie można postawić wiatę śmietnikową i za nią odpowiadać. 

Już na początku ubiegłego roku przeprowadziliśmy spotkanie ze wszystkimi zarządcami w naszym mieście i już wtedy przekazywaliśmy pierwsze informacje, co się zmieni w przepisach i z czym będzie się wiązała ta reforma. Wielokrotnie też wysyłane były pisma do zarządców. Jedno na przykład o tym, że zarządcy do czerwca ubiegłego roku mieli zgłaszać zapotrzebowanie na pojemniki. Mieli też podawać, gdzie i jakie nieruchomości chcieliby wydzierżawić od gminy, aby móc postawić swoje wiaty śmietnikowe. Dzisiaj jeszcze nie wszystko zostało zrobione tak, jak powinno. Większość wprawdzie uporała się z tym problemem, ale część zarządców jeszcze się z tym boryka. Dlaczego? Między innymi dlatego, że ścisłe centrum miasta to strefa konserwatorska. Są takie przypadki, że zarządca ma już podpisaną umowę dzierżawy z gminą Żary o statusie miejskim, ale nie ma jeszcze zaleceń konserwatorskich i de facto nie może jeszcze nic na tym terenie zrobić. Aby wybudować taką wiatę śmietnikową, to oprócz zgłoszeń czy pozwoleń, wymagane są jeszcze uzgodnienia z konserwatorem. Przez to cała procedura może się wydłużać. Tak też się dzieje. 

Inna sytuacja. My, jako gmina, musimy też dbać o wizerunek. W związku z tym, że przepisy się zmieniły i każdy sam odpowiada za miejsce do gromadzenia odpadów, zaczęliśmy usuwać śmietniki ogólnodostępne. Od pewnego czasu operator – w naszym przypadku Przedsiębiorstwo Komunalne PEKOM – takie miejsca likwiduje. Zabiera pojemniki z ogólnodostępnych terenów miejskich. System dzwonowy zniknie z miejsc publicznych, bo każdy właściciel nieruchomości, musi zapewnić miejsca do segregacji odpadów na swoim terenie. Zdarza się, że zarządcy nie zdążyli jeszcze poinformować członków swojej wspólnoty, że poprzednie miejsce jest już nieaktualne. Przykładem jest ulica Browarna, gdzie znajdowało się duże miejsce do gromadzenia odpadów na terenie miejskim. Tamte pojemniki zostały przeniesione na nieruchomości, którymi dzisiaj władają wspólnoty. Mieliśmy sygnały od straży miejskiej, że ktoś – w dobrej wierze – zanosił odpady na dawne miejsce, bo jeszcze nie został powiadomiony, że już musi je wyrzucać w innym. Mocno apeluję o to, aby zarządcy informowali członków swojej wspólnoty o zmianach takich miejsc.

Na wizerunek, który nie jest jeszcze do końca taki, jaki być powinien, wpływa też to, że szczególnie w centrum, granice nieruchomości często są po obrysie budynku. Zarządcy faktycznie borykają się z miejscem na śmietniki. Zdarza się, że albo wiaty są za małe, albo za mało jest w nich pojemników. Apelujemy o to, aby zarządcy przeanalizowali swoje wiaty i pojemniki, czy faktycznie wystarcza im to, co posiadają. Ilość pojemników powinna być uzależniona od ilości członków danej wspólnoty. Mamy dziś takie sytuacje, gdy okazuje się, że wiaty są zbyt małe i pojemniki przepełniają się w bardzo krótkim czasie. Są w związku z tym sygnały od zarządców, że może powinniśmy zwiększyć częstotliwość odbioru odpadów. Otóż, zwiększać jej nie będziemy. Są oczywiście przewidziane pewne procedury w wyjątkowych sytuacjach, ale nie będziemy zwiększać częstotliwości odbioru śmieci tylko dlatego, że zarządca ma za małą wiatę śmietnikową i nie może tam wstawić odpowiedniej ilości pojemników. Takiej, jaka być powinna. W tych przypadkach wiaty powinny zostać rozbudowane, powiększone i dostosowane do rzeczywistych potrzeb. Nie może to być przerzucane na gminę. Zwiększenie częstotliwości odbioru odpadów wiąże się tak naprawdę z podwyżką. To są przecież dodatkowe koszty. Sporo zarządców stawia dziś wiaty śmietnikowe od podstaw. Nie może być tak, że jedni mogą wiatę zbudować, a inni, którzy mają za małą, będą liczyć tylko na to, aby śmieciarki przyjeżdżały częściej. 

My wszyscy tak naprawdę uczymy się tej segregacji już od 2013 roku, po reformie wprowadzającej selektywną zbiórkę odpadów komunalnych. Co prawda, do 2020 roku segregacja była, ale mimo wszystko można było jeszcze oddawać odpady w sposób nieselektywny. Teraz już nie można. Być może, dla niektórych mieszkańców jest to pewna nowość, z którą muszą się oswoić i przekonać się do tego. Część społeczeństwa nigdy nie segregowała odpadów. I to może być problem. Ale z pełną i powszechną segregacją nie możemy już dyskutować. Unia Europejska nałożyła na nas pewne wymogi. Jeśli nie osiągniemy określonego poziomu recyklingu, to będziemy z tego rozliczani. Trzeba mieć świadomość, że będziemy płacić kary, a te z kolei zostaną przerzucone na całe społeczeństwo. Krótko mówiąc, w takim wypadku będą podwyżki. 

Ważne jest to, że od stycznia 2021 roku nie wprowadziliśmy w Żarach podwyżek. Pozostajemy przy stawce wynoszącej 24 złote na osobę. Dla porównania, Iłowa ma stawkę 31 złotych, Żagań, Lubsko i Jasień – 25 złotych, Małomice – 28 złotych. Ważne też, że przy opłacie sankcyjnej pozostawiliśmy dwukrotność stawki podstawowej. Maksymalna może być czterokrotna. 

W 2020 roku samo tylko usuwanie tych wszystkich odpadów zalegających przy wiatach śmietnikowych ogólnodostępnych, pomimo określonego harmonogramu wywozu odpadów wielkogabarytowych, kosztowało nas dodatkowo około 100 tysięcy złotych. To bardzo dużo. A pamiętajmy, że mamy w mieście punkt selektywnej zbiórki odpadów komunalnych, gdzie każdy mieszkaniec w ramach opłaty podstawowej w wysokości 24 złotych może tam takie odpady wywieźć, bez dodatkowych kosztów. Przypomnę, że jeszcze dwa lata temu mieliśmy w mieście cztery terminy odbioru odpadów wielkogabarytowych. Zwiększyliśmy ich liczbę. Dziś jest sześć terminów w ciągu roku. I nadal są takie sytuacje, sygnalizowane przez straż miejską, że na przykład dzisiaj jest wywóz, a po dwóch godzinach leży już wyrzucona kanapa. Między innymi po to, aby takich sytuacji nie było, te miejsca ogólnodostępne są likwidowane. Po przeprowadzanych kontrolach na zarządcę nakładane będą decyzje wymiarowe. Sprowadza się to do tego, że każdy zarządca odpowiada za własną wiatę śmietnikową. I za prawidłową segregację.

Co do kontroli, a także procederu podrzucania odpadów. W różnych terminach i w różnych miejscach będziemy po prostu zakładać fotopułapki, kamery. Gdy straż miejska może ustalić, kto śmieci podrzucił, nakłada mandaty. Kontrole najprawdopodobniej zaczną się na przełomie stycznia i lutego. Jeśli segregacja nie będzie prowadzona lub będzie prowadzona w sposób nieprawidłowy, możemy wtedy wprowadzić opłatę sankcyjną, wymiarową, w wysokości dwukrotnej stawki podstawowej. Oprócz tego straż miejska od 10 września otrzymała dodatkowe instrumenty, aby w sytuacjach gdy ktoś nie posiada pojemnika na odpady, albo nawet umowy na odbiór odpadów – w przypadku chociażby przedsiębiorców, albo ktoś nie segreguje odpadów, to może nałożyć dodatkowo mandat w wysokości od 50 do 500 złotych. Innego wyjścia nie ma. Nauka segregacji trwa już bardzo długo. Kontrole dotyczyć będą również posiadania kompostowników u tych właścicieli nieruchomości, którzy wnioskowali o bonifikatę od opłaty i zadeklarowali, że bioodpady będą składować we własnym kompostowniku. W inny sposób nie mogą tego robić. 

Wiata otwarta w miejscu publicznym. Wystarczy podjechać i wywalić cokolwiek. fot. Andrzej Buczyński