Twórca wobec rzeczywistości

0
1397
reklama

Z Małgorzatą Gołębiewicz o zmaganiach artysty z otaczającą rzeczywistością rozmawia Paweł Skrzypczyński

Wróciła Pani do tworzenia. Od czterech lat pracuje Pani intensywnie nad swoim rozwojem. Jak dziś Pani postrzega siebie? Jakie są dziś Pani priorytety?

– Człowiek stale ewoluuje. Cztery lata temu, kiedy powróciłam do tworzenia, był to czas zachwytu, czas radości tworzenia. Określę to, jako dobry początek nowej drogi. Przebudzenie, kiedy kobieta z małego środowiska zaczyna realizować siebie, kreować świat wyobraźni na nowo. Priorytetem jest dziś trwać w tym stanie jak najdłużej dopóki sił starczy i zdrowia. Nie schodzić ze ścieżki, nie znając dokąd ona mnie zaprowadzi. Dziś początek można zostawić i porzucić za sobą. Zachwyt i przebudzenie ewoluowało w samorealizację poza i trudności, z którymi realnie trzeba się zmierzyć.

Czy trudno być twórcą w małym środowisku, z którego się wywodzimy?

– Oczywiście, że tak. W tej kwestii nic się nie zmieniło, to prawda stara jak nasz świat. Zazdrość, populizm, brak wsparcia, to dzisiejsze realia, z którymi twórcy muszą się zderzyć i niejednokrotnie oswoić, aby zobojętnieć. Ważne, żeby wtedy trwać przy sobie i nie porzucić siebie – siły, iskry, która rodzi się wewnątrz duszy.

A kto powinien tego wsparcia udzielać?

– Instytucje…Wsparcie swoją drogą, ale otwarte furtki są na miejscu pierwszym. Czasami trafia się na takie środowisko, które blokuje, nie wpuszcza w ramy twórcy spoza. Mimo tego dalej trzeba robić swoje i inwestować w siebie. Bo kto dziś w nas zainwestuje?

Co to znaczy?

– Po pewnym czasie przychodzi szacunek i miłość do samej siebie. Opieram się wyłącznie tylko na tym, co robię. Nie wiem, co będzie za chwilę, czy otworzy się następna furtka. Pojawił się drugi tomik poezji, zatytułowany „Wobec…”, słowo stale dojrzewa, pojawiły się nowe płótna, czyli cały czas jestem w procesie, który jest dla mnie najważniejszy. Trwanie w tworzeniu pomimo…

Ale instytucje kultury muszą zaspokoić i równoważyć różne gusta. Jedni lubią muzykę poważną, inni disco-polo. Pani jest artystą wyrazistym i może tu jest problem?

– Określę to tak, czym bardziej człowiek staje się wyrazisty, im bardziej dba o swój rozwój, tym bardziej spostrzega, że wokół niego jest coraz mniej ludzi. To jest dokładnie jak z wchodzeniem po drabinie, im wyżej, tym coraz mniej. Brakuje tego realnego wsparcia opartego nie tylko na poklepywaniu i uściskach dłoni: „dziękujemy pani / panu”, ale na gratyfikacji finansowej za wykonaną pracę. Płótna kosztują, instalacje kosztują, organizacja performance, czy wydanie tomiku wierszy, to są pieniądze. Jeżeli my – artyści nie mamy pieniędzy, to jako artyści jesteśmy skazani na zgon – nie ma nas, nie istniejemy. Należy dlatego doceniać tych, którzy w siebie inwestują. I nie mam tu tylko na myśli siebie. To realia, z którymi musi się zderzyć wielu z nas.

Zawsze tak było, że nawet znani artyści żyli w niedostatku, a dopiero po śmierci ich twórczość była doceniana

– To oczywiste, ale wielu za życia mówiło „krzyczało twórczością” o swojej „niezgodzie” na taki świat, a świat był i jest na to głuchy. Słyszy tylko serce wrażliwe, a wrażliwe serca mają twórcy nie biurokraci. To też należy oswoić….

Czy dzisiejszy świat określa Pani „światem celebrytów”?

– Tak. Świat bez ciszy, świat chaosu, świat pogubienia się w tym, co jest bezwartościowe, nikłe. Sztuka powinna mieć treść opartą na międzywartościach, o tym co pomiędzy, o prawdzie na temat człowieka, o jego słabościach, o ułomnościach. To nie tylko efekt wizualny oparty na czysto estetycznym doznaniu. Jestem wymagająca wobec siebie.

Może ludzie prawdy szukają np. w muzyce disco-polo?

– Niech każdy szuka sobie, tam gdzie chce. Wszystko zależy od priorytetów… Nikogo nie można urabiać i lepić na swoja modłę. Dobra sztuka nie jest dla wygodnych, który kochają konsumpcyjny sposób życia. Jeśli to im wystarcza, niechaj w tym stanie żyją do końca swoich dni. Nie mam nic przeciwko.

A co w planach twórczych?

– Nie zdradzam planów… Żyję tym, co stanie na mojej drodze tu i teraz … Kupuję płótna, piszę, więc proces twórczy trwa. Czasem cały dzień stoję przed sztalugą. Trzeba realizować siebie. Nie widzę innej drogi.

 

 

fot. MG