Takie małe, a też cieszyć może

386

Rok temu podczas Dni Żar bawiłem się dobrze. Przede wszystkim aparatem, bo to dla mnie zawsze frajda. Ale też z przyjemnością posłuchałem sobie koncertu zespołu Poparzeni Kawą Trzy. Do Warszawy by mi się nie chciało jechać, ale jak w Żarach, to tym lepiej. W dodatku za darmo. Ja nie płaciłem. Zapłaciło miasto. Podobnie, jak inne miasta organizujące tego typu imprezy dla swoich mieszkańców oraz gości z okolic.

Zawsze pojawiać się będzie pytanie, czy warto wydawać pieniądze na taką imprezę. 250 tysięcy na przykład. Można przecież zrobić za to kawałek chodnika.

I pewnie ktoś potrzebuje takiego kawałka chodnika, ale nie samym chodnikiem żyje człowiek. Dziesięć tysięcy ludzi na jednej imprezie bardziej zainteresowanych jest jednak samą imprezą, niż chodnikiem. Przynajmniej tego właśnie dnia. A że akurat nie wszystkim może podobać ten czy drugi zespół. No cóż. Na drugi dzień grają inne. Trzeciego dnia znów coś innego. Coś zawsze może przypasować. To stwarzanie możliwości. Również poznawania nowej muzyki. A warto, bo są tego oceany. Muzyka ponoć łagodzi obyczaje, co niektórym bardzo by się przydało.

Może są i tacy, którzy w ogóle nie lubią muzyki? Ale to już chodzące przypadki, którym z zasady nic się nie podoba. Takim nie da się dogodzić.
Tak, czy siak, tegoroczne święto miasta przeszło do historii, zanim się nawet zaczęło. Cóż, pandemia, pandemia…

Wakacje to też już historia, pomijając studenckie klimaty. Ale na sam koniec prawie impreza, niewielka, w żarskim parku przy ul. Paderewskiego. Hiphopowo-sportowe zakończenie wakacji. Bez wielkiego rozmachu, bez gwiazd sceny. Kilka zamków dmuchanych, jakaś wata cukrowa, muzyka puszczana ze sceny, mechaniczna, bez instrumentów. Do tego jakieś zawody sportowe – walki w ringu, pokaz w wykonaniu zapaśników, mistrzostwa Żar dla siłaczy.

I co się okazuje? W parku mnóstwo ludzi, biegają zadowolone dzieciaki, jeżdżą na rowerach, hulajnogach i na czym popadnie. Ludzie spacerują, siedzą na ławkach. Park żyje. Koszt stosunkowo niewielki, a rozrywka jest. Ktoś zauważył, że przy okazji powinny się tam prezentować inne kluby działające w Żarach. Dobra okazja, aby zachęcić dzieci do sportu. Może za rok to się rozwinie w takim kierunku – byłyby to swoiste targi sportowe.
A tymczasem, jak usłyszałem, jeden chłopak postanowił się wybrać na trening zapaśniczy.
Większych rozrywek na razie nie będzie, więc cieszy to co jest. Podobnie jak jakiś koncercik w parkowej altanie muzycznej, kino letnie. Albo spacer po zamku. Wprawdzie chętnie posłuchałbym na żywo ulubionego zespołu z tak zwanych list przebojów, ale to nie w tym roku. Czy takie mniejsze atrakcje są fajne, czy po prostu z braku laku… Uważam, że są fajne. I oby było ich jak najwięcej. To ukłon w stronę tych wszystkich, którzy zawsze twierdzili, że w tym mieście nic się nie dzieje.

A w niedzielę Winobranie w Żarach, na folwarku. Trochę inne, ale na własnym podwórku.

Andrzej Buczyński