Inwestycje, kasa oraz „nie”

640

ŻARY | Z burmistrz Żar Danutą Madej rozmawia Andrzej Buczyński.

Pomimo zupełnie nowej sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się przez wirusowe ograniczenia, życie miasta nadal się toczy. No może poza remontem Zielonogórskiej, który jak stanął w czerwcu, tak stoi.
– W przypadku Zielonogórskiej, niestety po raz pierwszy w ciągu tych dobrych kilku lat działań inwestycyjnych miasta pojawiły się ogromne trudności, gdy firma zaczęła prowadzić prace ziemne pod rondem. Remont kanalizacji deszczowej jest kluczowy, ze względu na zalewanie tego terenu w czasie opadów deszczu. Po rozkopaniu okazało się, że infrastruktura pod ziemią jest zupełnie inna niż zakładał projekt budowlany. To wynik zaniedbań jakie nastąpiły kiedy rondo powstawało. Pojawiła się jednocześnie konieczność budowy nowego odcinka systemu odprowadzania wód deszczowych. Musieliśmy zatrzymać inwestycję, ponieważ trzeba było wykonać zmiany w projekcie, uzyskać ponownie pozwolenia.
Kolejne kwestie związane są z drzewami. Wygasło pozwolenie na wycinkę drzew przeszkadzających w budowie dodatkowego zjazdu z Al. Jana Pawła II i czekaliśmy na nową decyzję wojewódzkiego konserwatora zabytków. W rezultacie zmniejszyła się ilość drzew zaplanowanych do wycinki, ale to pociągnęło za sobą kolejne zmiany projektowe. To wszystko wymaga czasu. Podobnie, jak pertraktacje finansowe z firmą, która wykonuje prace. Wydłuża się czas, mieszkańcy niecierpliwią się, rosną koszty.

Na jakim jest to dziś etapie?
– Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie pozwolenia już mamy. Firma będzie kontynuować prace. Mam nadzieję, że inwestycja będzie zrealizowana do końca tego roku.

Pojawiają się czasem głosy – w zasadzie tak, jak przy każdej inwestycji – dlaczego akurat ta, a nie inna ulica?
– Przebudowa ul. Zielonogórskiej jest bardzo ważna. Dzięki niej poprawiliśmy sytuację na osiedlu „Lotnisko”. Cała kanalizacja deszczowa i sanitarna skierowana była do ulicy Staszica. Dzięki remontowi Zielonogórskiej można było to zmienić i teraz nie powinno już być problemów na przykład z zalewaniem domostw przy ulicy Asnyka w czasie obfitych opadów. Poza tym nastąpi poprawa płynności ruchu na rondzie poprzez budowę dodatkowych zjazdów.
Inwestycje drogowe zawsze są utrudnieniami dla mieszkańców, ale warto je przeczekać, abyśmy mogli mieć infrastrukturę na miarę XXI wieku.
Spotkałam się nawet z taką opinią mieszkańca, że jakikolwiek objazd w Żarach jest niczym w porównaniu z objazdami we Wrocławiu, więc jeśli ktoś u nas narzeka, niech się najpierw przekona, jak wyglądają utrudnienia w dużym mieście. Większość mieszkańców zdaje sobie
z tego sprawę, że po kilku miesiącach remont się skończy i będzie lepiej, niż było wcześniej. Więc warto poczekać.
Gdy rozpoczynamy jakąkolwiek inwestycję, zawsze pojawiają się głosy, że zamiast tego, powinniśmy robić coś innego. Ciągle mamy jedną linię działań, jeśli chodzi o duże inwestycje drogowe. Do przebudowy wyznaczamy drogi wymagające remontów, ale jednocześnie takie, które mają szansę zdobycia pieniędzy zewnętrznych. Wymogi konkursów są ściśle sprecyzowane, nie na każdą ulicę można je pozyskać. Dobra infrastruktura drogowa ma ogromny wpływ na rozwój gospodarczy miasta. To duże
i trudne w realizacji inwestycje, ale bardzo ważne. Mamy więc ulice Żagańską, Zgorzelecką, Okrzei, I część Zielonogórskiej, wsparcie budowy ul. Moniuszki, al. Wojska Polskiego. Będziemy się przygotowywać do przebudowy drugiej części ul. Moniuszki, a także do remontu ul. Piastowskiej.

Im większa inwestycja, tym utrudnienia dotyczą większej grupy mieszkańców. Remont Kujawskiej również jest kłopotliwy. Szczególnie zamknięcie wiaduktu.
– Ulica Kujawska przebudowywana jest łącznie ze skrzyżowaniami ulic, które się z nią łączą. Oprócz tego przebudowane zostaną trzy mniejsze ulice – Mazowiecka, Leszczyńska i Opolska. Mieszkańcy tamtego rejonu mówią, że wytrzymają, nie ma problemu, żeby samochód zostawić nawet na bocznej ulicy i dojść do swojego domu. Współpraca wykonawcy z mieszkańcami jest bardzo dobra i na szczęście nie natrafił na takie niespodzianki, jakie wyszły przy Zielonogórskiej.
Jeszcze mamy zamknięty przejazd pod wiaduktem, ale było też tam sporo prac związanych
z kanalizacją, a przy okazji wymieniano elementy instalacji gazowej. Firma obiecuje, że we wrześniu ten przejazd będzie oddany do użytku.

Ulica Bohaterów Getta już prawie miała być robiona, ale…
– Projekt był gotowy, ale zabrakło bardzo istotnej kwestii. Okazało się, że inwestycja dotycząca regulacji rzeki Żarski wzdłuż ulicy Żagańskiej, nie została zrealizowana. Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych miał zabukowane około 30 milionów na tę inwestycję. Miasto wyłożyło pieniądze na projekt. W międzyczasie pojawiły się Wody Polskie i od tamtej pory o inwestycji w Żarach już nie słychać. Przygotowania do inwestycji trwały wiele lat. Przejmowane były grunty od prywatnych właścicieli, aby można było to zrealizować.
Co ma to wspólnego z remontem Bohaterów Getta? Projekt był ściśle powiązany z regulacją rzeki Żarki, która nie została jednak wykonana. Wody deszczowe z tej ulicy i przyległych miały być odprowadzone poprzez sieć powiązaną z rzeką już po jej regulacji. Musieliśmy w związku z tym przystąpić do zmiany całego projektu dla ulicy Bohaterów Getta, jeśli chodzi o zrzut wód. Taka zmiana trwa rok. Jeszcze nie mamy wszystkich nowych uzgodnień. Tę ulicę przygotowujemy do kolejnego konkursu w ramach Funduszu Dróg Samorządowych w roku 2021.

Kolejna, rozkopana dziś ulica, to Staszica. A tam znów problem z wycinką drzew na wąskim odcinku pomiędzy Ludową a Zielonogórską.
– Przebudowę ulicy Staszica rozpoczęliśmy od kanalizacji. Ta ulica nie miałaby szansy w żadnym konkursie, w związku z tym robimy ją z własnego budżetu. W ubiegłym roku Zakład Wodociągów i Kanalizacji dokonał przebudowy kanalizacji. W trakcie okazało się, że są problemy z instalacją gazową. Prace z tym związane są obecnie prowadzone. Zależało nam na przyspieszeniu tego procesu, w związku z tym parę tygodni temu ogłosiliśmy postępowanie przetargowe. Mieliśmy bardzo dobrą ofertę na remont Staszica, tańszą o ponad milion w stosunku do kosztorysu. Zależało nam na tym, aby firma jak najszybciej weszła na plac budowy, zaraz po zakończeniu robót gazowych.
Niestety, pojawiły się kwestie związane z lipami rosnącymi przy części drogi, a dokładnie
z ich wycięciem. Projektanci wskazali, że po pierwsze – są to już stare drzewa, a po drugie – bez wycinki tych drzew, droga nie spełnia norm dla ulicy dwukierunkowej. Jest za wąska. Pojawiły się głosy sprzeciwu obrońców tych drzew. Głównie mieszkańców dalszej części Staszica. Zrodził się konflikt, w związku z tym wojewódzka konserwator zabytków nie wydała pozwolenia na wycinkę wszystkich lip. Trzeba więc znów dokonać zmian w projekcie.
Zdecydowaliśmy się więc na unieważnienie postępowania przetargowego. Ogłosimy ponownie przetarg na remont Staszica, ale bez odcinka, przy którym rosną sporne drzewa. Mam tylko nadzieję, że ponownie dostaniemy dobrą ofertę. Odcinek pomiędzy Ludową a Zielonogórską na razie nie będzie robiony. Zmiany w projekcie, bez wycinki wszystkich drzew, i tak będą konieczne. Możliwe więc, że będzie tam droga tylko jednokierunkowa.

Mieszkańcy chcą porządnej drogi zamiast starych drzew. fot. Andrzej Buczyński

Nie sądzę, aby takie rozwiązanie zadowoliło mieszkańców ulicy Staszica.
– Wszyscy mieszkający przy tych lipach byli jak najbardziej za wycinką. Konsultowaliśmy z nimi tę kwestię. Mówili o tym, że te stare drzewa, w przypadku wichur, są zagrożeniem dla nich. Na dodatek są to działki z domkami jednorodzinnymi, wypełnione zielenią
i drzewami. Przeciwnicy wycinki nie mieszkają w sąsiedztwie tych drzew.

Kolejny przykład na to, że protesty przeciw wycince drzew, hamują inwestycje
w mieście.
– I nic z tym nie możemy zrobić. Pewne wymogi trzeba spełniać. Wiemy też, jakie znaczenie ma zieleń w mieście i za każdym razem, gdy jakieś drzewa są wycinane, to jednocześnie kolejne są nasadzane. Nowych drzew nasadzamy zawsze więcej w stosunku do tych wyciętych.

Cała ta wirusowa sytuacja sprawiła, że największa masowa impreza w mieście, czy „Dni Żar” w tym roku zostały odwołane.
– To impreza masowa, na której pojawia się około 10 tysięcy osób i miasto nie byłoby w stanie zapewnić zasad bezpieczeństwa, jakie są wymagane i dostosować się do tych wymogów, które są teraz w Polsce. Mimo wszystko coś się dzieje w mieście. Stowarzyszenia, kluby starają się organizować zaplanowane wcześniej wydarzenia. Nasze instytucje również – nie tylko Żarski Dom Kultury, ale także biblioteka, muzeum. Realizowane są mniejsze przedsięwzięcia. Najczęściej na zewnątrz, aby zapewnić jak największe bezpieczeństwo uczestnikom. Sądzę, że tych imprez jest całkiem sporo. Biorąc pod uwagę okres wakacyjny, instytucje, stowarzyszenia, kluby stanęły na wysokości zadania, jeśli chodzi o ofertę. W pełni zostały wykorzystane możliwości, jakie daje park, czy folwark. Z opinii mieszkańców wynika, że cele związane z zapewnieniem rozrywki w tym trudnym czasie pandemii, w dużym stopniu zostały zrealizowane.

Patrząc na ilość osób korzystających z nowego parku, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że miejsce to przypadło do gustu mieszkańcom. Poza tymi, którym po prostu nic się nie podoba. Niektórzy dziwią się, że tyle milionów to kosztowało. Ale trzeba też pamiętać, że remont folwarku też był częścią tej inwestycji.
– Folwark jest miejscem dość klimatycznym, ze względu na jego wygląd, jego wnętrza. Z jednej strony mamy powiew dawnych czasów, a z drugiej nowoczesne wyposażenie na miarę XXI wieku. To miejsce powstało wraz z całym projektem rewitalizacji parku. Rewitalizacja wyłącznie parku nie mogłaby uzyskać pozytywnego wyniku w konkursie. Trzeba było zaproponować przy tym projekcie także rewitalizację pod względem społecznym. Wymyśliliśmy więc remont folwarku. Przede wszystkim z myślą o organizacjach pozarządowych, różnych grupach, które chciałyby z niego skorzystać.
Można tu wiele przedsięwzięć zorganizować. Nie pobieramy opłat za najem. Tylko na przykład za zużyty prąd, wodę. Te sprawy załatwiać można w Miejskim Ośrodku Sportu, Rekreacji i Wypoczynku, któremu przekazaliśmy opiekę nad obiektem.
Bardzo dobrym pomysłem stowarzyszenia „Łużyckie smaki” była organizacja w folwarku Targu Śniadaniowego. Podczas inauguracji w ostatnią niedzielę do Żar przyjechało wielu wystawców z regionu. Zaproponowali produkty, których zazwyczaj nie kupimy w sklepach. Targ od razu zdobył ogromną popularność i zebrał same pozytywne opinie. Stowarzyszenie zapowiedziało, że będzie kontynuować to przedsięwzięcie co dwa tygodnie, w niedziele.

Czy zatem park kosztował dużo, czy mało, to kwestia punktu widzenia.
– Bardzo często na duże inwestycje miejskie ludzie patrzą pod kątem swoich inwestycji domowych. Nie można tak tego oceniać. Ostatnio jedna z osób powiedziała mi, że ten park powinniśmy zrewitalizować sposobem gospodarczym, na przykład z wykorzystaniem osób bezrobotnych, czy wolontariuszy.
Niestety, w przypadku inwestycji samorządowych, jest to po prostu niemożliwe. Po pierwsze, musimy przestrzegać ustawy o zamówieniach publicznych. Musimy przestrzegać wszelkich zasad mówiących o tym, jaką drogą samorząd może prowadzić swoje inwestycje. Projekty, konkursy, przetargi.
W przypadku parku ludzie czasem zapominają, że około 7 milionów złotych pozyskaliśmy z funduszy zewnętrznych.

Niektórzy z pewnością nie zdają sobie sprawy, że pieniądze pozyskane z zewnątrz, otrzymuje się po zakończeniu inwestycji, a nie przed jej rozpoczęciem. Trzeba więc najpierw wyłożyć swoje.
– Na wszystkie większe inwestycje, jeśli w ogóle chcemy je realizować, musimy w większości wyłożyć swoje pieniądze. Proces zwrotu pieniędzy pozyskanych nie trwa obecnie kilka miesięcy. Musimy na nie czekać od roku do nawet dwóch lat.
Można sobie zadawać pytanie, czy w związku z tym mamy cokolwiek robić, czy nic nie robić.
Dzisiaj różne instytucje, w których pozyskaliśmy dofinansowanie do inwestycji, są nam winne ogromne pieniądze. Tylko z dwóch inwestycji mamy już 16 milionów złotych. Czekamy na te pieniądze.

Roboty przy ul. Zielonogórskiej stanęły w czerwcu. fot. Andrzej Buczyński

A w tym czasie jakiś lokalny pseudoekonomista będzie krzyczał o milionowych długach miasta.
– Sytuacja finansowa miasta jest dobra. Potwierdzają to również Regionalna Izba Obrachunkowa, Polski Fundusz Rozwoju, Najwyższa Izba Kontroli i wszyscy znawcy finansów samorządowych.
Możemy sobie pozwolić na wzięcie kredytów i wyłożenie pieniędzy na inwestycje. Korzystamy z takich możliwości. To nie jest tak, że każdego roku ogłaszane są konkursy na rewitalizację parków. To nie jest tak, że zawsze były i będą pieniądze na drogi. Teraz są. Nie ma pewności, że za kilka lat nadal będą. W związku z tym, jeśli teraz są takie możliwości, to musimy z tego korzystać. Gdybyśmy bazowali tylko na własnych środkach, inwestycji w mieście byłoby dużo mniej. Kujawskiej z własnych środków raczej byśmy nie zrobili. To koszt około 8 milionów złotych. Ale pojawił się konkurs i dostaliśmy dofinansowanie. Na razie wykładamy swoje pieniądze, ale dofinansowanie w końcu spłynie.
Nawierzchnia Zielonogórskiej nie była taka zła. Można było jeszcze kilka lat poczekać. Ale był poważny problem z sieciami pod drogą. Wiedzieliśmy, że mamy szansę pozyskać na to środki zewnętrzne, więc dlaczego nie mogliśmy z tego skorzystać?
Być może ktoś inny robiłby inne inwestycje, ktoś inny nie pozyskiwałby dodatkowych pieniędzy do miejskiego budżetu. Jak zostanie burmistrzem, niech realizuje swoją politykę rozwoju miasta. Ostatecznie mieszkańcy zweryfikują, czy są z tego zadowoleni, czy nie.

To jak jest z tym zadłużeniem dziś?
– Zasadniczo stan zadłużenia miasta utrzymujemy na podobnym poziomie, a nawet go zmniejszyliśmy. W przypadku zadłużenia możemy tylko i wyłącznie mówić o procentach, a nie liczbach, ponieważ w różnych latach miasto ma różne dochody. Tylko stosunek długu do dochodów wykaże, czy zadłużenie wzrasta, czy maleje.
Po kadencji burmistrza Maciuszonka przejęłam zadłużenie miasta w wysokości niespełna 23 procent. Burmistrz Pogorzelec zostawił miasto z zadłużeniem również około 23 procent. Burmistrz Pogorzelec pozyskał 13 milionów ze środków zewnętrznych. Za Maciuszonka miasto pozyskało 19 milionów. W poprzedniej kadencji pozyskaliśmy 32 miliony, a w pierwszym roku obecnej kadencji już ponad 15 milionów. Po tym widać chociażby rozmiar inwestycji, jakie są obecnie.
Cały czas trzeba też pamiętać o ogromnych kosztach związanych z funkcjonowaniem miasta. Choćby oświata. Do subwencji otrzymywanej z budżetu państwa musimy dołożyć jeszcze 30 milionów z naszego budżetu miasta.
Generalnie, spłata zadłużenia na poziomie 3 milionów rocznie dla miasta o dochodach ponad 200 milionów, to naprawdę niezbyt wysoka kwota, choć niektórym może się wydawać wręcz niebotyczna.

Jakoś nie za bardzo słychać o zadłużaniu innych miast, a u nas to jakieś modne słowo.
– Planowane zadłużenie w Żarach, ze względu na zapewnienie środków na inwestycje, środków które później wrócą do miasta, ale trzeba je w budżecie zapewnić, wynosi 27 procent. Nowa Sól ma w planach ponad 30 procent, a Zielona Góra ponad 42 procent.

Jest też ostatnio tu i ówdzie jakaś taka moda na referenda. No i w Żarach też zebrało się kilka osób, którzy wymyślili sobie, że burmistrz Danutę Madej trzeba by odwołać. Jest w tej grupie między innymi zwolniony dyscyplinarnie jeszcze za burmistrza Maciuszonka były naczelnik Ewaryst Stróżyna. Jest skazana przez sąd radna obecnej kadencji Anna Słodkowska. I cóż pani na to?
– Mija półtora roku nowej kadencji. Mieszkańcy miasta wybrali mnie na drugą kadencję już w pierwszej turze głosowania. Poprzez głosowanie poparli dotychczasową politykę zarządzania miastem i kierunki jego rozwoju.
Od paru dobrych lat są też ludzie, którzy torpedują wszystkie nasze działania. Którym po prostu nic się nie podoba. Wszystko podważają, wszystko według nich jest nic nie warte. Obrażają przy tym, kłamią. Rozpowszechniają mowę nienawiści, a przedstawiane przez nich tzw. zarzuty nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Jeżeli chodzi o pana Stróżynę. Z panem Stróżyną urząd boryka się od paru dobrych lat. Gdy zostałam burmistrzem, na jednym z pierwszych spotkań zażądał przywrócenia do pracy. Był poprzednio naczelnikiem wydziału infrastruktury. Został zwolniony dyscyplinarnie przez mojego poprzednika. W dwóch instancjach sądowych wyrok był dla niego niekorzystny. W związku z tym nie mogłam przyjąć go do pracy.
Kolejne jego żądania związane były z odszkodowaniem. Pan Stróżyna zażądał dla siebie odszkodowania w wysokości 400 tysięcy złotych. Powiedzieliśmy, aby z tą sprawą udał się do sądu, a miasto nie wypłaciło tych pieniędzy. Na kolejnym spotkaniu powiedział, że w związku z tym, że jego oczekiwania nie zostały spełnione, on będzie „nachodził” urząd do końca swoich dni. Pan Stróżyna realizuje to konsekwentnie organizując różnego typu nagonki na urząd. W ciągu kilku lat np. złożył ponad 600 pism. Obraża, żąda zwolnienia z pracy różnych osób, wstrzymania inwestycji. Kieruje swoje pisma do instytucji nadzorujących mówiąc wszędzie o nieprawidłowościach, sprawach kryminalnych, i tak dalej, i tak dalej…
Wiele osób stwierdza, że to, co czyni pan Stróżyna, to nic innego jak nękanie i paraliżowanie pracy miasta. Pani Słodkowska jest w sporze z miastem. Zgodnie z wynikami kontroli finansowej wykorzystała swoje miejsce pracy – spółka miejska ZGM, dla osobistych korzyści. Naraziła spółkę na straty. Obecnie miasto na drodze sądowej dochodzi od radnej zwrotu kwoty ponad 180 tysięcy złotych w postępowaniu cywilnym oraz w postępowaniu karnym naprawienia szkody i zwrotu 195 tysięcy złotych.
Było też postępowanie prokuratorskie oraz sąd wydał wyrok nakazowy, w którym uznał oskarżoną Annę Słodkowską za winną postawionych jej zarzutów. Strony odwołały się od wyroku. Ta osoba jest również inicjatorką mojego odwołania.
Zdaję sobie sprawę, że to mieszkańcy mnie wybrali i to mieszkańcy mogą mnie odwołać. Jeśli większość zechce, aby tym miastem rządziły takie osoby, jak pan Stróżyna, czy pani Słodkowska.

I rozgłaszane są różne, tak zwane „zarzuty” co do pani pracy.
– Jedna z takich totalnych głupot dotyczy zarządzania miastem. Burmistrz zarządza miastem zgodnie z ustawą o samorządzie. Podstawową kwestią jest delegowanie uprawnień burmistrza na zastępców, naczelników wydziałów, po to, abyśmy mogli sprawniej obsługiwać mieszkańców. To jest niemożliwe, aby burmistrz osobiście podpisywał wszystkie dokumenty wychodzące z urzędu. Ale pan Stróżyna uważa, że burmistrz powinien robić to sam. Jeśli tego nie robi, to znaczy, że… nie rządzi.
Ci ludzie zabierają głos w sprawach, na których kompletnie się nie znają. I tak rozprzestrzenia się pieniactwo polityczne.

Mają też kandydata na burmistrza. Rafał Szymczak, który zasłynął ostatnio z tego, że wystartował w konkursie na dyrektorskie stanowisko, pomimo tego, że nie spełniał wymogów formalnych.
– Niektórym może się wydawać, że mogą rządzić bez żadnej podstawy prawnej, tylko na podstawie swojego widzimisię.
Myślą sobie, że mogą być dyrektorami, prezesami, czy burmistrzami nie patrząc na zasady. Nie zostałem dyrektorem, więc wszyscy są be. Tylko ja jestem fajny.
Pan Szymczak przed kamerami telewizyjnymi wypowiada się w imieniu wszystkich mieszkańców miasta. To niedopuszczalne, na jakiej podstawie?
Podważa moje wykształcenie, doświadczenie, umiejętności, a wszystko zgodnie z zasadą „Kłam, kłam, a zawsze coś zostanie”. Mowa nienawiści jest wszechobecna. To przykre.