Nie tylko książka…

369

Stałych czytelników tej rubryki uspokajam, że jeszcze nie raz napiszę o książkach, które polecę bardziej lub mniej. Tytuł się zmienił, bo nie samym czytaniem człowiek żyje. Szeroko pojęta kultura zawsze była w moim życiu. Sport też nie jest mi obcy. Ale polityka już tak. Nie interesuję się ani tą lokalną, ani żadną inną. Choć może trochę powinnam. Nieważne w sumie. Z pewnością nigdy nie będzie bohaterką mojego artykułu.

Lubię swoje życie, czasem bardzo. Staram się cieszyć każdego dnia z tego, co mam. A gdy nadarza się okazja uczestniczyć w czymś niecodziennym, korzystam z niej. Potem długo przeżywam i znów uśmiecham się sama do siebie. Bo fajnie jest wzbogacić się duchowo i emocjonalnie. Tak uważam. Od dawna zresztą.

Dwa tygodnie temu Żary przeżywały oblężenie osób sławnych w ramach 6. Festiwalu Filmu Teatru i Książki. Był Marian Opania, Zbigniew Zamachowski, Sebastian Stankiewicz, Tomasz Włosok, Mikołaj Grabowski.

Byłam na większości wydarzeń, które oferował festiwal. Za darmochę lub prawie darmochę, bo 20 złotych za bilet, to śmieszna cena, zważywszy na format gwiazdy na scenie. Nie zawsze jest tak, że z założenia podoba mi się wszystko, tylko dlatego, że akurat w roli głównej Opania. Tak zupełnie nie jest. A jak jest? Tego nie wie nikt, nawet ja, czy coś przypadnie nam do gustu, czy też okaże się całkowitym nieporozumieniem. Jednak każde z tych przeżyć warte jest 20 zł, nawet jeśli byłoby to rozczarowanie.

Największym dla mnie zaskoczeniem, i jestem pewna, że dla całej widowni Luny również, był monodram Mikołaja Grabowskiego. Dla przeciętnego obywatela, aktor znany… wcale. Podpowiedź – to brat Andrzeja Grabowskiego, znanego między innymi z serialowej roli Ferdynanda Kiepskiego. Od pierwszej sekundy rozkochał w sobie żarską widownię. Jeden aktor, kilka rekwizytów na scenie i ludziska, którzy z niecierpliwością i ogromnym zaciekawieniem czekali na każdy gest i słowo artysty. Niesamowity talent. Ogromny dystans do siebie i piękna, skromna osobowość. To wszystko sprawiło, że choć na kilkadziesiąt minut oderwałam się od codzienności. Poczułam się wspaniale z tym, co moje oczy widziały, uszy słyszały, a usta same się uśmiechały. Zabrałam też na spektakl swoje nastoletnie dziecko. Bo dziecko samo nie nauczy się korzystania z kultury. Trzeba nad nim popracować. Wskazać prawdziwego artystę, bo ci, których widzą i słuchają wirtualnie, w rzeczywistości niejednokrotnie okazują się oszustami. A jedyny talent jaki mają, to naciąganie młodych ludzi na ich „twórczość”.

I wiem co piszę. Doświadczyłam takiego wydarzenia, spełniając marzenie mojego dziecka.
Dziękuję Żarskiemu Domowi Kultury za kilka dni z dobrą kulturą. M.

Mikołaj Grabowski na scenie żarskiej Luny. fot. Andrzej Buczyński