Nowy sklep. Stary problem?

1856
fot. Andrzej Buczyński

Od przybytku – jak się okazuje – niejedna głowa boli. Kogo jednak boli naprawdę i kto rzeczywiście uronił łezkę nad losem żarskiego handlu w mniejszym powierzchniowo wydaniu? Czy klient rzeczywiście troszczy się tak bardzo o los przedsiębiorcy? Taaaa… jasne.

Generalnie i ostatecznie liczy się tylko cena, jaką trzeba w sklepie zapłacić. I koniec sentymentów. To tak działa, prawie zawsze. A co z małymi sklepikami? – pisze ktoś na fejsie… pisząc i idąc sobie jednocześnie do marketu na tańsze z reguły zakupy. Inter Marche kręciło nosem, jak powstawał Kaufland. Z kolei Kaufland kręcił nosem, jak powstawało Tesco. Każda firma chciałaby być monopolistą na lokalnym rynku i najlepiej mieć wyłączność na klientów w swojej branży. Tak dobrze nie jest, z perspektywy sprzedawców. Jest za to konkurencja na rynku, z korzyścią dla nas wszystkich – kupujących.

Lubiłem zakupy w Tesco. Tak jakoś mi ten sklep pasował. Są jednak tacy, którym najbardziej odpowiada Lidl, innym Aldi, jeszcze innym Kaufland, ale żyją wśród nas ludzie, którzy nie wyobrażają sobie życia bez Biedronki, Inter Marche, Netto, czy innych… Są też tacy, którzy skrupulatnie śledzą doniesienia o promocjach i potrafią jednego dnia obskoczyć kilka sklepów, bo tam mleczko w promocji, tam kawa za 5/6 ceny, a gdzie indziej jeszcze mąka 50 groszy tańsza niż zwykle. Pal licho, że jadąc autem po tańszą mąkę, więcej wyda się na paliwo, ale tak czy siak, klient decyduje, gdzie chce wydać swoje pieniądze.

Nie o spożywkę tym razem chodzi. Miałem okazję przespacerować się po nowej Castoramie. Dużo towaru w jednym miejscu, czyli to, co kupujący lubi najbardziej. Obejrzeć i pomacać przed zakupem. Nie ma co się oszukiwać – jeśli ktoś chce kupić kran, to pójdzie do sklepu, w którym będzie kilkadziesiąt różnych kranów, a nie do tego, w którym mają tylko sześć. Z pewnymi wyjątkami…

Przede wszystkim, dobrze się stało, że obiekt ma nowego właściciela. Pracę znalazło tam ponad sto osób. Ale czy to obchodzi klienta? Oczywiście, że nie. Klienta obchodzą promocje. Fani Castoramy zacierają rączki, że nie będą musieli już jeździć do Zielonej Góry. Z Żar, z Żagania, Lubska, Przewozu, Łęknicy, Mirostowic, Iłowej, Trzebiela… Ekolodzy z Zielonej Góry powinni się cieszyć, bo mniej samochodowych spalin w lokalnym powietrzu. Żarscy, to już niekoniecznie. Przyjedzie dziennie – dajmy na to – 20 dodatkowych aut z Żagania i nie będzie już czym oddychać. Ale jakoś nie widziałem protestów z tym związanych. Zielonogórska Castorama pewnie płacze, że straci sporą część klientów. Zielonogórskie cepeeny pewnie też, bo przy okazji żaranie tankowali niejednokrotnie, tak przy okazji. I hamburgera zjedli przy okazji. Z drugiej strony żarskie jadłodajnie pewnie się cieszą, bo potencjalna liczba klientów na hamburgery i inne jedzonko może wzrosnąć. Bo przyjadą ludzie z Żagania, Lubska, Przewozu, Łęknicy, Mirostowic, Iłowej, Trzebiela… A gdyby nie nowa Castorama, to by nie przyjechali. Nie tak licznie. A głodni mogą być po zakupach. I może zatankują przy okazji.

To klient decyduje, który sklep utrzyma się na rynku, a który padnie. Tak zwane małe sklepiki… Niektóre z biegiem lat zniknęły, w ich miejsce pojawiły się inne, a niektóre działają i mają się dobrze. Dwa główne atuty to lokalizacja i podejście do klienta, poza ceną oczywiście. Jeśli potrzebną mi nagle jedną suszoną śliwkę kupię 100 metrów od domu, to nie będzie mi się chciało biegać dwa kilometry, nawet jeśli tam daleko zapłacę parę groszy mniej. I lubię, gdy sprzedawca wie, że będę płacił kartą, a po zakupach życzy mi miłego dnia. To też ma znaczenie.

Z perspektywy klienta nie ma niczego lepszego, niż wolny rynek, konkurencja i możliwość wyboru. To powinno być motywacją dla sprzedawców. Bo o klienta trzeba dbać. A jak się nie dba, to klient się zrazi, nie wróci i jeszcze niepochlebną opinię w internecie wysmaruje. Inni to udostępnią, zalajkują i pójdzie w świat.

Stary problem może się pojawić na skrzyżowaniu żarskich ulic Lotników i Broni Pancernej. Za czasów Tesco ciężko bywało wyjechać z podporządkowanej. Zdarzały się stłuczki. A w okresie świątecznym łatwiej było zostawić auto na parkingu, zanieść zakupy w siatkach z buta do domu, a po auto wrócić po świętach. Ciekawe, czy Castorama wygeneruje taki ruch pojazdów? Z jednej strony… nie kupuje się przecież kranów na co dzień. Z drugiej… przyjadą na pewno do Żar klienci z z Żagania, Lubska, Przewozu, Łęknicy, Mirostowic, Iłowej, Trzebiela… Aż się prosi o rondo. Powiat szuka pieniędzy. Może Polski Ład w tej kwestii pomoże. Jeśli tak się zdarzy, to przy tej inwestycji trzeba będzie wyciąć kilka drzew. Ale lokalni „eko” już protestowali. Może nie jeżdżą autami, albo wolą korki. A przecież auta w tych korkach stoją i plują spalinami, zamiast szybko sobie wyjechać z Żar i robić to w Żaganiu, Lubsku, Przewozie, Łęknicy, Mirostowicach, Iłowej, Trzebielu… Z całą pewnością zmiana organizacji ruchu szybko nie nastąpi. Gadanie, że kilka drzew jest ważniejszych, niż te korki, jakoś do mnie nie dociera.

Wiedzieliście, że w Castoramie można ot tak po prostu zwrócić zakupiony towar, bez podania przyczyny, bez limitu czasowego? Wystarczy dowód zakupu, paragon jakiś. Ja nie wiedziałem. Nie jeździłem do Zielonej Góry po jedną żarówkę do kibelka. Teraz mogę sobie w Żarach kupić nawet dwie żarówki. Nie wiem po co, na zapas choćby. Ale jak się rozmyślę, to jedną z nich zwrócę do sklepu. Przyjmą i oddadzą kasę taką, jaką zapłaciłem w dniu zakupu. Bajer jest? Jest. Inne sklepy natomiast ogłaszają przy kasie, że jak już kupiłeś i zapłaciłeś, to rozmyślić się nie możesz. Znaczy, możesz, ale nikogo to już nie obchodzi.

Ale to Ty rządzisz. Ty decydujesz, w którym sklepie kupisz niezwykle nagle potrzebną, przysłowiową „jedną suszoną śliwkę”. Albo kran.

Andrzej Buczyński