Restaurator w końcu na swoim

0
1459
reklama

Janusz Bandoła od ponad dwudziestu lat prowadzi restaurację Agrykola. Złożył wniosek o wykup dzierżawionej działki pod budynkiem lokalu, aby w końcu być na swoim. Nie wszyscy radni chcieli się na to zgodzić.

W 1996 roku wydzierżawił rozwalający się pawilon ogrodowy, ujęty dziś w ewidencji zabytków. Jak sam twierdzi, obiekt był w tak złym stanie technicznym, że prawdopodobnie niedługo by się zawalił.

Ówczesne władze zezwoliły na przebudowę tego budynku, co wiązało się z poniesieniem przez dzierżawcę znacznych nakładów finansowych. W tamtych czasach budynek stał na dużej działce parkowej pomiędzy biblioteką a domem kultury. W 2001 roku z tego terenu burmistrz wydzielił osobną działkę o powierzchni 205 metrów kwadratowych, która znajduje się praktycznie pod samym budynkiem.

– Skoro wtedy zezwolono na nakłady i wydzielono działkę, to według mnie, wszystko szło w kierunku docelowej sprzedaży – ocenia wiceburmistrz Żar Patryk Faliński. – Gdyby nie było takiej intencji, to nie byłoby potrzeby wydzielania tej działki.

Czyja własność

Kolejne umowy dzierżawy podpisywane były co kilka lat. Obecnie obowiązująca zawarta jest do 2025 roku. Teoretycznie, gdyby po jej wygaśnięciu miasto nie chciało jej przedłużyć, albo dzierżawca zrezygnował z dzierżawy, to wtedy dochodzi do sytuacji, w której miasto ze swojego budżetu musiałoby wypłacić dzierżawcy finansową rekompensatę nakładów, które zainwestował w ten obiekt. Zachodzi jednak pytanie, po co miasto miałoby niejako „kupować” restaurację, skoro prowadzenie tego typu lokali nie należy do zadań samorządu lokalnego.

To oczywiście teoria, bo jak zapewnia Janusz Bandoła, jako właściciel Agrykoli nie ma zamiaru zmieniać charakteru tego lokalu ani teraz, ani w przyszłości.

– Zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami, ustawodawca dopuścił możliwość bezprzetargowej sprzedaży działki, ale po spełnieniu określonych warunków – mówi Patryk Faliński. – Po pierwsze musi upłynąć minimum 10 lat dzierżawy, a po drugie, działka powinna być zabudowana na podstawie pozwolenia na budowę, a dzierżawca musi posiadać na to odpowiednie dokumenty.

Zgodnie z przepisami

Janusz Bandoła wszystkie te warunki spełnia, więc pod względem prawnym wszystko jest w porządku. Rada miejska większością głosów zgodziła się na bezprzetargową sprzedaż, co dało burmistrzowi zielone światło do podjęcia dalszych czynności w tej sprawie. Po ustaleniu wartości działki, właściciel Agrykoli będzie ją mógł kupić na własność.

To co zbudował przez te dwadzieścia lat, mogłoby być mu odebrane decyzją kogoś, kto akurat rządziłby w ratuszu. Na pewno nie jest to komfortowa sytuacja, kiedy poświęca się sporo życia i angażuje w coś, co pewnego dnia mogłoby zostać zabrane.

– Zarówno ja, jak i pani burmistrz, rekomendowaliśmy radnym takie załatwienie sprawy, mając na uwadze wszystkie historyczne okoliczności, jakie zaistniały w przypadku tego obiektu mówi wiceburmistrz Faliński. – Rozumiem pana Bandołę, który prowadzi rodzinny interes i myśli o przekazaniu go kiedyś swoim następcom, a w dodatku przez te minione lata na pewno się sprawdził i doprowadził do tego, że miejsce jest spokojne i lubiane przez mieszkańców.

Agrykola w parku

W tej sprawie nie jest to najistotniejsze, ale warto wspomnieć o tym, że od wielu lat Janusz Bandoła dba nie tylko o lokal, ale i cały park przy ulicy Wrocławskiej. Park, który nie jest jego własnością, ani nawet go nie dzierżawi. Dba po prostu o najbliższe otoczenie. W sezonie kosi trawę i opiekuje się zielenią, jesienią zbiera niezliczone ilości worków opadających liści, zimą odśnieża. Jeśli jest taka potrzeba, myje nawet chodnik przy ulicy Wrocławskiej. Okazuje się, że sam wybrukował teren w parku, wszystkie alejki. Od miasta dostał tylko materiał. Wykopał z ziemi rzeźby stojące dziś przed domem kultury. Uruchomił niewielką fontannę, zakupił do niej pompę i dba, aby sprawnie działała. Zrobił oświetlenie parku… Za to nikt mu nie płaci.

Niedługo park przejdzie pewną modernizację związaną z unijną dotacją pozyskaną przez miasto.

– Jesteśmy w trakcie realizacji projektu „Żarski park kultury i nauki” – mówi wiceburmistrz Olaf Napiórkowski. – Do tej pory zrobiona została już elewacja biblioteki, teraz jesteśmy na etapie projektowania muszli koncertowej, ale w żaden sposób ten projekt nie koliduje z wykupem terenu pod barem Agrykola, a nawet jest to taka wartość dodana dla tego parku, ponieważ można tam przyjść, coś zjeść i spędzić miło czas. Moim zdaniem te dwie sprawy świetnie się uzupełniają.

Patryk Faliński, wiceburmistrz Żar

– Nie jestem zwolennikiem zezwalania dzierżawcom na wysokie nakłady ponoszone przez nich na działkach miejskich, bo w przyszłości będzie to zazwyczaj dużym problemem do rozwiązania. Trzeba się liczyć z tym, że działka zmieni swoją wartość. Dzierżawca po zakończeniu umowy dzierżawy na drodze polubownej lub sądowej będzie mógł te nakłady odzyskać. Uważam, że nie jest to dobry kierunek zarządzania własnością miasta. Oczywiście, jest to zgodne z prawem, ale trzeba się liczyć z konsekwencjami.

Dziwi mnie, że sprawa budzi kontrowersje wśród radnych, albo obawy, że po sprzedaży Agrykola zmieni się w jakiś sklep, albo coś jeszcze innego. Są przecież pewne ograniczenia. Jest plan przestrzenny mówiący o obiekcie nieuciążliwym. Każda inwestycja w strukturę budynku jest związana z wymogami konserwatorskimi. Nawet trudno sobie to wyobrazić. Zawsze można widzieć coś na czarno, ale trzeba realnie ocenić całą sytuację.

Roman Krzywotulski – dyrektor ŻDK

Roman Krzywotulski, dyrektor Żarskiego Domu Kultury

– Mieszkańcy już chyba nie pamiętają, że ten obiekt był w fatalnym stanie. W 1996 roku ogłosiliśmy przetarg na koncepcję zagospodarowania tego obiektu. Chyba były wówczas dwie lub trzy oferty na lokale piwno-rozrywkowe. To było nierealne, żeby w środku parku przy Żarskim Domu Kultury funkcjonowała piwiarnia. Przetarg wygrał obecny właściciel, który zaproponował kawiarenkę.

Przez te wszystkie lata, od 1996 do 2014 roku, właściciel był dzierżawcą ŻDK. Umowy dzierżawy, zgodnie z obowiązującymi w mieście przepisami, zawieraliśmy na trzy lata. Kwoty dzierżawy były waloryzowane.

Wokół tego narosło wiele plotek. Nawet w wypowiedzeniu, które swojego czasu otrzymałem jako dyrektor, podobno jednym z argumentów miało być to, że jakoby dom kultury nie brał żadnej kwoty za dzierżawę. To było wierutnym kłamstwem. Znalazły się nawet pewne gazety, które to powtórzyły już po nowym konkursie na dyrektora. Nieprawdą jest jakoby ŻDK nie pobierał żadnej kwoty dzierżawy. Pobieraliśmy. Jeżeli przemnożyć kwoty przez ilość miesięcy, to był to poważny dochód dla ŻDK.

Trzeba też podkreślić, że na przestrzeni lat w tej umowie dzierżawca zobowiązał się do dbania o ten teren, zasadzania roślin, koszenia trawy. Nawet był taki okres, że zakupił urządzenia rekreacyjne dla dzieci. W różnym stopniu dzierżawca też sponsorował imprezy, które organizowaliśmy np. Międzynarodowe Plenerowe Spotkania ze Sztuką. To było bardzo pozytywne.

W 2014 roku nowy burmistrz Wacław Maciuszonek zadecydował o tym, że miasto przejęło od nas lokal i od tego momentu właściciel kawiarenki płacił dzierżawę do urzędu. Myśmy jako ŻDK stracili poważny dochód.

Jacek Niezgodzki, były zastępca burmistrza, radny miejski

– Właściciel po dziesięciu latach dzierżawy ma prawo wystąpić o sprzedaż w drodze bezprzetargowej. Gmina nie musi się jednak na to zgodzić. To tylko dobra wola a nie obowiązek.

Gmina powinna rozsądnie gospodarować terenami, które posiada. Pewne z nich zachować. To jest akurat taki teren, który najmniej nadaje się do sprzedaży osobie prywatnej. To działka strategiczna, w środku terenu przeznaczonego pod działalność kulturalną, oświatową i rozrywkową. Miasto traci nad nim pełną kontrolę i swobodę gospodarowania – pozbawia się możliwości decydowania. Działka nie ma dostępu do drogi publicznej, trzeba ustanawiać służebność.

Sprzedać można tylko raz. Nabywca w tej chwili może mieć bardzo dobrą wolę, ale prywatny właściciel może zrobić wszystko. Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają. Właściciel za parę lat może sprzedać budynek, a nowy właściciel mieć inne plany – rozebrać budynek lub zabić dechami. To może być wówczas kolejna ruina – są takie przykłady w mieście, gdzie sprzedane działki są martwe.

Przecież moglibyśmy np. sprzedać lokal po kawiarni „Ratuszowa” w budynku ratusza, tam gdzie teraz znajdują się kasy.Tam też był dzierżawca.

Miasto powinno obecnie prowadzić inną politykę – wręcz nawet odkupić niektóre obiekty, które kiedyś sprzedało, a które dla miasta są ważne. Przykładem może być tzw. śledziarnia przy ul. Poznańskiej.Wyremontujemy teraz pięknie park, a w środku tego pięknego terenu będzie ten obiekt.

Miasto powinno być rozważne i ostrożne. Powinno pozbywać się terenów i obiektów, które są problemem i nie spełniają żadnych pożytecznych funkcji dla miasta.

Sprzedaż tej działki to pochopna decyzja. Miasto nie ma w tym żadnego interesu.

Siła plotki

Wokół sprawy natychmiast narosła plotka o tym, że właściciel Agrykoli kupuje całą działkę pomiędzy Żarskim Domem Kultury a biblioteką. To nieprawda. Kupuje jedynie działkę pod budynkiem, ciut większą niż po obrysie budynku. Ma do tego prawo, na tej samej zasadzie co dzierżawcy sklepów, którzy mają prawo pierwokupu lokalu, który dzierżawią. Nie jest więc tak, że działkę może kupić dowolny inwestor pod warunkiem, że zapłaci większą kwotę.

Właściciel kawiarenki przez lata podpisywał trzyletnie umowy, a za rządów Wacława Maciuszonka nawet na krótsze okresy. Po przegranych przez Wacława Maciuszonka wyborach podpisał z nową burmistrz miasta, Danutą Madej umowę na 10 lat. Na to musieli się zgodzić i zaakceptowali to wówczas radni. Tą decyzją spowodowali, że Janusz Bandoła nabył prawo do pierwokupu. Teraz z tego prawa korzysta.

PAS, foto ATB

Kto i jak głosował 

Za uchwałą dotyczącą sprzedaży bez przetargu działki w parku przy ul. Wrocławskiej głosowali radni:

Forum Samorządowe: Halina Majeryk, Marian Popławski, Bogdan Hadryś, Zbigniew Żychowski, Czesław Gadomski, Aleksander Słowikowski

Klub Wspólnie dla Żar: Magdalena Leńczyk, Łukasz Rubczyński, Łukasz Matyjasek, Georgios Candekidis

Przeciw sprzedaży głosowali radni:

Klub TiM: Edyta Gajda, Arkadiusz Lis, Lesław Krzyżak i Dariusz Grochla

Klub Lewicy: Lucyna Grzybowicz, Leszek Wroczyński, Piotr Czerwiński, Rudolf Kikowicz, Jacek Niezgodzki.