FELIETON LOKALNY | Taki oto od kilku lat panuje w Polsce popularny trend, aby zakazywać sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych. Kolejne miasta za nim podążają. Prohibicyjna moda dotarła też do Żar. Pod koniec marca okaże się, czy radni zdecydują o wprowadzenie zakazu w naszym mieście.
Ogólnie rzecz biorąc, jestem przeciwnikiem takich urzędowych regulacji ingerujących w prowadzenie legalnej działalności gospodarczej. Tu szczytem hipokryzji jest zakaz handlu w niedzielę, ale o tym za chwilę. Czy nocna prohibicja ma sens? Gdyby wprowadzono ją ustawowo na terenie całego kraju, sprawa by była prosta. Tymczasem na terenie jednej gminy zakaz się wprowadza, a kilka kilometrów dalej taki już nie obowiązuje. I zamiast z buta na stację paliw o 2.00 nad ranem po uzupełnienie zapasów, wyznacza się takiego, który „najmniej pił”. Ten z gromkim okrzykiem bohatera narodowego na ustach „Co, ja k…. nie pojadę?” wsiada w auto i rusza z misją ratunkową. Nieprawdopodobny scenariusz? Polak potrafi. Kogo dotknie tak naprawdę ten zakaz? Odpowiedzialnych i kulturalnych konsumentów, którzy nie doszacowali ilości zakupionego alkoholu na imprezę i grzecznie w środku nocy chodzili na cepeen, aby naprawić swój błąd. Mało który z nich idąc ulicą drze ryja w niebogłosy, czasem ubarwiając to radosnym „Hej, hej sokoły”, powodując krwawienie z uszu mieszkających nieopodal miłośników ciszy nocnej. To nie jest reguła, to margines. Kulturalny pijaczek, jak skończy się wódka, kończy imprezę i idzie spać, bo z wrodzonego lenistwa nie chce mu się łazić po mieście o 2.00 w nocy.
Zwolennicy prohibicji argumentują, że dzięki temu spadnie sprzedaż alkoholu i ludzie będą zdrowsi. Akurat! Przecież Polak mądry po szkodzie. Jak raz na imprezce zabraknie wódeczki, to następnym razem zrobi się konkretniejsze zapasy. I nawet jak się tego nie da wypić w jeden wieczór, to będzie następny dzień. Co ma tak stać i się marnować. Efekt może być zupełnie odwrotny. Czyli zamiast standardowej połówki, kupi się 0,7 lub od razu litra. Tak na wszelki wypadek. Tak, jak w tym popularnym dylemacie Himilsbacha i Maklakiewicza. Podobno tak było:
– Zdzichu, to ile bierzemy: jedną czy dwie?
– Dwie to chyba za dużo, weźmy jedną.
– A jak zabraknie?
– No dobra, to bierzmy dwie.
Wchodzą do sklepu.
– Dzień dobry, poprosimy skrzynkę wódki i dwie oranżady.
Zakaz nocnej sprzedaży alkoholu w Żarach ma obowiązywać od godz. 22:00 do 6:00. Mamy więc kilka całodobowych stacji paliw i sklepiki sieci Żabka, które są czynne do 23:00. Sklepów nocnych brak. Cepeenów już nic nie uratuje, jeśli uchwała wejdzie w życie. Ale może warto zastanowić się, czy nie „uratować” przed pijaną agresją chociaż sprzedawców spod szyldu zielonego wesołego płaza? Często za ladą stoi młoda, drobnej budowy dziewczyna, która tuż po sprzedaży flaszki komuś o godz. 21.59, następnemu w kolejce – śliniącemu się na widok wódeczki na półce – będzie musiała odmówić. A niedopity ziomeczek potrafi być upierdliwy. Szczególnie taki od darcia ryja i śpiewanych „Sokołów”. Może więc zaczynać prohibicję o 23.00, jak już koniecznie trzeba? Decyzja należy do radnych miejskich. Jak uchwalą, tak będzie. Jeśli coś się zmieni, przyjdzie przywyknąć. A tak naprawdę, ogromna większość mieszkańców ma tę kwestię w „głębokim poważaniu”. Co potwierdził między innymi śladowy udział Żaran w konsultacjach społecznych dotyczących nocnej prohibicji. Ona oczywiście nie obejmie wesołych lokali, w których można kupić alkohol i spożyć na miejscu. Dyskotekom nic nie grozi.
I jeszcze na koniec wrócę do hipokryzji zakazu handlu w niedzielę. Żeby był ten słynny „czas dla rodziny” i żeby do kościółka można było pójść, zamiast do pracy… A co mają powiedzieć sprzedawcy na stacjach paliw? Oni do kościółka nie chodzą? A pracownicy stacji paliw? Pracownicy służby zdrowia, służb mundurowych? Dla wygody polityków cepeeny muszą być otwarte, a tam pracują tacy sami ludzie, jak w galeriach handlowych. Niektórym sklepom udało się ominąć ten durny przepis i kilka sklepów żarskich jest legalnie otwartych w niedzielę. W Marche to czasem widać kolejki po horyzont. Co ciekawe, niektórym pracownikom odpowiada niedzielne handlowanie. Rodziny brak, stawka może być lepsza. I też nie wszyscy chodzą do kościółka, gdzie w ramach zakazu handlu w niedzielę, sprzedaje się prasę katolicką.
Andrzej Buczyński








![Żarska Liga Futsalu po sześciu kolejkach drugiej rundy [WYNIKI + FOTO]](https://moja24.pl/wp-content/uploads/2022/02/PEKO9179-100x70.jpg)







