Z wielkiej chmury, mały deszcz

112
Budowlani Lubsko 0:0 LZS Kado Górzyn. fot. Małgorzata Fudali Hakman

PIŁKA NOŻNA | O tym, że sobota będzie dniem szczególnym zarówno dla mieszkańców Lubska, jak i Górzyna wiadomo było od momentu, gdy LZPN podał terminarze klasy okręgowej. Atmosferę derbową czuć było w gminie od dobrych kilku dni. Zawodników i działaczy nie trzeba było zbytnio motywować. Jedni i drudzy pewni swego ścigali się w obstawianiu wyniku spotkania.

W samej grze obydwie drużyny wykazywały się ostrożnością. Lubszczanie uczuleni przez trenera na zabójcze kontry ekipy Karola Widerowskiego nie zamierzali nawet na moment odkryć się i spróbować zaatakować ekipę przyjezdnych, która zaś robiła wszystko by nie dać gospodarzom przejąć inicjatywy w środku pola jak i również wykorzystać największy atut w postaci szybkich skrzydłowych. Zarówno Dawid Urban, jak i Patryk Kozioł nie mieli okazji by się rozpędzić. W 25.minucie w wyniku zderzenia głowami ucierpiał Łukasz Gawron, który nie był w stanie kontynuować gry i konieczna okazała się interwencja pogotowia. Na szczęście skończyło się jedynie na ośmiu szwach, co pozwala śmiało zaryzykować stwierdzenie, że już niedługo zobaczymy utalentowanego piętnastolatka na boisku. W 30. minucie Tymoteusz Dynowski starł się w walce o piłkę z Michałem Prokopowiczem. W walce „Dyni” z „Dziobakiem”, lepszy okazał się dwudziestolatek z Lubska posyłając przeciwnika zza miedzy w żużlową bieżnię okalającą lubską murawę. Górzynianin organoleptycznie zbadał skład nawierzchni okalającej boisko, a wyglądał po tym jak żużlowiec z czasów, gdy tory nawierzchnie torów żużlowych tworzył właśnie czarny jak smoła żużel.

Kondycki szoł
Przed przerwą mocne uderzenie Artura Dąbrowskiego odbił nad bramkę Szymon Kondycki i było to swoiste preludium do tego, co miało się wydarzyć z udziałem dwudziestojednoletniego bramkarza drużyny Roberta Ściłby. Drugą połowę mocnym pressingiem rozpoczęła ekipa popularnego “Siwego”, jednak w środku pola prym wiedli goście skutecznie wybijając lubszczanom z głowy jakiekolwiek ataki. Co prawda w 50. minucie najpierw swoich sił próbował Dawid Walczak, ale jego piłka mogła postraszyć widzów oglądających mecz z loży VIP, następnie strzałów próbowali Dawid Urban i Patryk Kozioł, ale ich strzały nie sprawiły większych problemów Radkowi Dąbrowskiemu. Im bardziej lubszczanie chcieli, tym efekt był odwrotny. Na nic zdało się wprowadzenie na plac boju stalowego żądła w postaci Macieja Trziszki. Gdy wszyscy kibice odliczali już minuty do końcowego gwizdka, w 88 min, po Faulu Konrada Ćwika, arbiter spotkania Michał Gołębiewski wskazał na “wapno”. Cisza jaka zapanowała na trybunach obiektu przy Sportowej była tak niespotykana, że aż dziwna. Szymon Kondycki przed samym rzutem karnym otrzymał instrukcje od kolegi z drużyny i pewnie, zatrzymał Remigiusza Nowaka wprowadzając publiczność w prawdziwą ekstazę.

Podział punktów
Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, który nie cieszył żadnej
z drużyn, bo jedni i drudzy chcieli pokazać wyższość nad lokalnym rywalem. Patrząc na zestawienia obydwóch ekip cieszy fakt, że obydwa zespoły w swoim składzie grają wychowankami, bądź zawodnikami z okolic. Próżno było szukać byłych ligowców, którzy przyszli do “okręgówki” odcinać kupony dorabiając przy okazji niemałe pieniądze. Patrząc na sytuację finansową w gminie tajemnicą nie będzie, że zawodnicy nie grają za kasę, co ostatnio w klubach naszego powiatu jest nad wyraz modne. Robert Ściłba konsekwentnie stawia na młodzież, co prędzej czy później zaowocuje, a górzynianie z każdym meczem udowadniają, że nie są chłopcami do bicia.

Albert Grzegorz Pachowicz